I tak zaczyna się przygoda Szkota z miasta wśród małomównych, upartych, ciężko pracujących farmerów, ale i lokalnej arystokracji. W okolicy są urocze dziewczęta i prawie równie urocze wdowy i rozwódki. Ale najważniejsza w tej historii jest rodzina, jaką przybysz tworzy z braćmi, zajmującą się ich domem panią Hall, a później także Helen, córką farmera. Ich wzajemne relacje, osobiste historie, to, jak stawiają czoła przeciwnościom i jak się wspierają, są istotą serialu.
Oczywiście ważne są i zwierzęta oraz ich właściciele. Wśród nich wyróżnia się pani Pumfrey, samotna arystokratka, której jedynym towarzyszem jest pekińczyk Tricki Woo, jej ukochane "psiecko" (to tyle, jeśli chodzi o dyskusję o tym, że millenialsi traktują zwierzęta jako dzieci). Jest to opowiedziane ze szlachetną prostotą, nieco idyllicznie, choć szybko pojawia się nad Darrowby cień II wojny światowej. Ale przede wszystkim jest to wspaniale zagrane przez brytyjskich aktorów pod wodzą doskonałego Samuela Westa, wcielającego się w cholerycznego, ale mającego złote serce Siegfrieda. Serial ma już sześć sezonów (po sześć odcinków), każdy z dodatkowym odcinkiem świątecznym. Oglądam go od początku po raz drugi, bo działa kojąco. Nie jest łatwo taki serialowy "rosół dla duszy" znaleźć, więc postanowiłam się z wami nim podzielić.
„Wszystkie stworzenia duże i małe" można oglądać w telewizji Epic Drama, dostępne są także w serwisach Canal+, Polsat Box Go i Play Now | |
|