|
Miasto nie jest wtedy wrogiem. Jest obojętne. Zimą miasto zaczyna sprawdzać człowieka. Mróz nie jest spektakularny. Nie krzyczy. Nie goni. On po prostu zabiera ciepło - powoli, metodycznie, bez emocji. I właśnie dlatego jest tak niebezpieczny. Wtedy pojawiają się pustostany. Na pierwszy rzut oka to ratunek. Budynek, ściany, dach, brak wiatru. Człowiek wchodzący do opuszczonej kamienicy ma poczucie, że wygrał z zimą. Że znalazł schronienie. Że tej nocy przeżyje. To bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa. Bo pustostan nie jest domem. Jest ruiną, która tylko z daleka przypomina schronienie. W środku nie ma ogrzewania, często nie ma podłóg, są dziury w stropach, wilgoć, grzyb, szkło, ostre elementy. Temperatura wewnątrz bywa niemal taka sama jak na zewnątrz - tyle że bez ruchu powietrza człowiek nie odczuwa jej od razu. Najgroźniejsza jest jednak cisza. Człowiek zasypia, bo jest zmęczony. Nie dlatego, że jest mu ciepło. Organizm, który traci
energię, zaczyna oszczędzać siły. Sen przychodzi łatwo. I to właśnie wtedy zaczyna się hipotermia - nie gwałtowna, lecz cicha. Bez dramatycznych gestów, bez wołania o pomoc. W pustostanach dochodzi jeszcze jedno zagrożenie: ogień. Paradoksalnie to właśnie próba ogrzania się bywa najbardziej śmiertelna. Prowizoryczne paleniska, świece, kartony, plastik. Dym gromadzi się szybko, a człowiek śpi. Nie budzi go zapach - budzi go dopiero brak tlenu, ale wtedy jest już za późno. Wiele osób wierzy, że ktoś wybiera pustostan, bo nie chce pomocy. Rzeczywistość jest prostsza i smutniejsza. Często to nie wybór - to lęk. Obawa przed schroniskiem, przed ludźmi, przed regulaminem, przed koniecznością rozmowy, przed wstydem. Dla człowieka, który przez lata tracił poczucie sprawczości, wejście do instytucji bywa trudniejsze niż wejście do ruin. Pustostan daje iluzję niezależności. Można wejść i wyjść kiedy się chce. Nie trzeba się tłumaczyć. Nie
trzeba opowiadać o sobie. Cena jest ogromna, bo niewidoczna w pierwszej chwili. Z zewnątrz taki budynek wygląda jak opuszczony. W środku często toczy się cicha walka o przetrwanie. Dlatego zimą najważniejsza nie jest ocena, lecz reakcja. Telefon do straży miejskiej, do noclegowni, do ośrodka pomocy - to nie jest donos, co podkreślam mocno i stanowczo. To różnica między życiem a śmiercią. Bo człowiek w kryzysie bezdomności nie zawsze woła o pomoc. Czasem jedyne, co robi, to próbuje przetrwać noc. A pustostan, który wydaje się schronieniem… bardzo często jest tylko miejscem, w którym cisza przychodzi szybciej niż poranek. Cisza spowita w mrok.
|