Newsletter Być Rodzicem

Wtorek, 10 lutego 2026

Agnieszka Urazińska
dziennikarka

Zdarzają mi się sny o fizyce. Nic przyjemnego - to koszmar pustej głowy i nauczycielka (do dziś pamiętam jej łagodne, trochę zrezygnowane spojrzenie), która czeka na odpowiedź. A w głowie pustka. Taki sen wraca. Powiedzieć, że nie byłam orłem z tego przedmiotu, to nic nie powiedzieć. Zastanawiam się wobec tego, jak ja się mogę śnić pani od fizyki, ale to nie o tym tekst. To będzie o korepetycjach. Bo rzecz się działa w czasach, gdy korepetycje były nieodłącznie związane z poczuciem wstydu. Że nie umiem, nie dałam rady, nie nadążam. Takie miałam przemyślenia, kiedy moja mama, zdumiona, że jej córka-prymuska zaczęła przynosić z jednego przedmiotu oceny, najoględniej mówiąc, niezadowalające, w obliczu zbliżającej się nieuchronnie edukacyjnej tragedii, zapisała mnie na korepetycje z fizyki. Nie chwaliłam się specjalnie rówieśnikom, bo - doprawdy - nie było czym. Kółko zainteresowań to co innego - to był powód do dumy. Kurs języka - a jakże - w to warto było inwestować, ale z korepetycjami nie miał nic wspólnego. Był zajęciami dodatkowymi, dla tych, którzy radzili sobie z lekcjami i mieli wolny czas. Tak to zapamiętałam. 

A teraz czytam dane CBOS, że już 80 proc. rodziców posyła dzieci na korepetycje - takiego wyniku nie było nigdy wcześniej. I że prawie wszyscy maturzyści na korepetycje chodzą. A na dodatek - że zainteresowanie przygotowaniem do matury ma tendencję wzrostową. Eksperci od edukacji tłumaczą, że to przez kryzys polskiej szkoły i strach rodziców, że dziecko nie dostanie się na wymarzone studia.

Przyznaję, z tym strachem coś jest na rzeczy. Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomym, który ma córkę i widzi jej przyszłość na medycynie. Córka podziela wizję ojca, dlatego już od pierwszej klasy nie tylko pilnie się uczy tego, co w szkole, ale także ma korepetycje z chemii, biologii i z języka angielskiego. W klasie maturalnej biologię i chemię ma dwa razy w tygodniu. A ojciec wylicza, że na przygotowanie do matury wyda grubo ponad 20 tysięcy złotych. Powzdychałam razem z nim, bo tego wymagała sytuacja, a później za gardło chwycił strach: przecież mam w domu maturzystę! I on na korepetycje nie chodzi. Co ze mnie za matka? Wróciłam do domu z postanowieniem, że błąd trzeba naprawić. Syn wprawdzie sprowadził mnie na ziemię, protestując gwałtownie i informując stanowczo, że na żadne korepetycje się nie wybiera, a uczyć zamierza się w szkole i w domu. I, trudno, najwyżej pójdzie na maturę nieprzygotowany. To miał być żart, ale ziarnko niepewności zostało zasiane. Tysiące rodziców nie mogą się mylić, prawda? I myślę, że to właśnie instynkt stadny najskuteczniej napędza rynek edukacji pozaszkolnej. Choć bardzo chciałabym wierzyć, że to jednak pęd do wiedzy. 

POLECAMY

Nie sikają, bo grają. Dzieci rezygnują z toalety dla ekranów
Im dziecko jest bardziej wciągnięte w granie, tym większe ma problemy z pęcherzem i jelitami. Od unikania toalety, ignorowania sygnałów z ciała aż do załatwiania się bez odchodzenia od ekranu.
CZYTAJ WIĘCEJ

NASTOLATKI

WRAŻLIWY JAK CHŁOPIEC

REKOMENDACJE DLA CIEBIE