Czwartek, 12 lutego 2026
redaktor serwisu zakopane.wyborcza.pl
Dzień dobry,

Powierzono mi raz słodką misję. Pojechałem na Podhale do gaździn z Koła Gospodyń Wiejskich w Kościelisku, by popróbowały pączków ze znanych krakowskich cukierni i pogwarzyły, co o nich sądzą. I tak o wypiekach nasłuchałem się opinii z metaforycznymi stwierdzeniami, których nie powstydziłby się ks. prof. Józef Tischer, autor "Historii filozofii po góralsku".

- Bardzo duże. Największe ze wszystkich. A przecież nie o to w pączku chodzi. Wielkością się nie wygrywa, tylko smakiem. 

- Z lukrem trochę przesadzili, choć na szczęście nie tyle, ile w poprzednim. 
- Ciasto może i dobre, ale czemu aż tyle lukru poszło na nie?  
- Aż się ten lukier lepi w gębie i smak pączka trudno wyczuć. 

- Trochę za bardzo spieczone, ale w smaku całkiem dobre. 
- Coś za długo się piekł. 
- Dobrze smakuje, ale niewyrośnięty.  

- O matko! Chyba śliwka w pączku? No, jak śliwka smakuje. Kto to widział? 
- My jesteśmy przyzwyczajone do róży, tak jak to tradycyjnie powinno być. Taka śliwka u nas nie przejdzie.
 
- Hm, niedopieczone. Coś jakby z zakalcem. 
- Chyba że ktoś lubi zakalec, są tacy, co lubią. 

Życzymy dobrze wypieczonych pączków, choćby z warszawskich cukierni. I zapraszamy do lektury naszych artykułów bez nadmiaru lukru. 
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ
PODCAST