-
Będę brutalnie szczery. W szpitalu, który obsługuję razem z kolegami, wygrywamy 99 proc. spraw - mówi Kasi Bieleckiej prawnik reprezentujący lekarzy i placówki medyczne Tomasz Czmochowski. Nie jestem tym zdziwiona. I choć część mnie chce obsadzić lekarzy w roli tych "złych" i pacjentów w roli tych "dobrych", to nie mogę zignorować argumentów prawnika.
Pacjenci nie rozróżniają błędu od powikłania, a kancelarie odszkodowawcze tylko utrzymują ich w błędnej ocenie sytuacji.
A jednocześnie rośnie
przepaść braku zaufania między pacjentami a lekarzami. Kasia Bielecka słusznie zwraca uwagę: - Od lekarzy słyszę z kolei, że żyją w strachu przed pacjentami, którzy tylko czyhają na ich błąd. Tomasz Czmochowski potwierdza: owszem, ten strach jest, są skargi, są zawiadomienia do prokuratury, ale na końcu bardzo mało stwierdzenia rzeczywistych błędów. - Mamy ogromny komin zawiadomień do prokuratury, z którego wylatuje bardzo niewiele dymu w postaci realnych oskarżeń - mówi.
A cała rozmowa tutaj.
Zasadę bardzo ograniczonego zaufania rekomenduję z kolei w relacji do technologii - a konkretnie aplikacji randkowych. I nie chodzi wcale o to, że nie wiadomo, czy człowiek po drugiej stronie ma uczciwe zamiary. Chodzi o to, że
ten biznes coraz częściej nie polega na kojarzeniu ludzi, a na tym, by jak najdłużej utrzymywać aktywność użytkowników w samej aplikacji i za to ściągać pieniądze.
Randkowe apki mierzą się z zarzutami, że korzystają z botów AI lub podstawionych osób - ghostwriterów, których same zatrudniają, o czym pisze Dominika Maciejasz. Dominika
sama poszła śladem takiego zarzutu wobec jednej z popularnych aplikacji.
Oto historia, jak flirtował z nią fałszywy "Fergus ze Szkocji".