Gdy przypadkiem, szukając na Disney+
czegoś zupełnie innego, odkryłam świeżutki odcinek programu "Muppet Show", nie mogłam go nie włączyć. I natychmiast odmłodniałam.
Wiele jest bowiem po staremu – ten sam humor, ten sam charme. Ten sam lekko spanikowany gwiazdor i konferansjer Kermit, ta sama bezczelnie wspaniała Panna Piggy, ci sami zgryźliwi tetrycy w prawej loży.
"Wracamy z programem, żabo!" – oświadcza pies Rowlf, pianista. "Być może zacznie się od nowa, zależy, jak nam pójdzie dziś" – studzi jego entuzjazm Kermit. Powtarza to później Seth Rogen, jedna z trzech ludzkich postaci, jakie pojawiają się w tym odcinku, a zarazem jego producent. Disney sprawdza, czy jest publiczność gotowa oglądać nowe/stare Muppety.
Ja jestem więcej niż gotowa, bo ten odcinek udowadnia, że duch Jima Hensona, który wymyślił Muppety w latach 70., wciąż jest żywy. I że ludzi z poczuciem humoru i dystansem do siebie w show-biznesie wciąż nie brakuje.
Gościnią odcinka specjalnego jest piosenkarka Sabrina Carpenter, przedstawiona między innymi jako miłośniczka kawy. Sabrina ma jednak tego pecha, że jej kreacje są identyczne z kreacjami Panny Piggy. A ta ma prawników. I nie ma dla niej znaczenia, że obie prezentują się w nich doskonale.
No i są Waldorf i Statler, krytykujący show na bieżąco, już od otwierającej piosenki (która, nawiasem mówiąc, ma nieco inne słowa, niż zapamiętałam).
Zabawną zmianą jest za to zastąpienie telenoweli "Świnie w kosmosie" nową, zatytułowaną "Świnie na salonach". Gdy te pierwsze parodiowały "Star Treka" i inne "space opery", ta parodiuje oczywiście "Bridgertonów". I trzeba przyznać, że robi to mistrzowsko, a Pannie Piggy wyjątkowo do ryja w piętrowej białej peruce.
To, co się nie zmieniło, to doskonały polski dubbing. Kermit mógłby może mieć w głosie nieco więcej paniki, ale to pewnie przyjdzie, gdy się okaże, że ciąg dalszy programu nastąpi. Na co bardzo liczę.
Dawno nie spędziłam przed telewizorem tak przyjemnych i bezpretensjonalnych 30 minut.