W tym tygodniu na małe ekrany zawitała
ekranizacja kultowej powieści Williama Goldinga "Władca much". Adaptacji podjął się twórca świetnego serialu "Dojrzewanie", Jack Thorne. W wywiadach podkreślał, że jako lektura szkolna powieść zapisała się w pamięci jako skrajnie pesymistyczna, stając się synonimem opowieści o ciemnej stronie ludzkiej natury. Gdy wrócił do niej po latach, dostrzegł więcej niuansów i empatii, dlatego postanowił je pokazać.
Dla przypomnienia: to opowieść o grupie nastoletnich chłopców, którzy jako jedyni ocaleli z katastrofy lotniczej i muszą nauczyć się samodzielności na bezludnej wyspie. Początkowo cieszą się z braku nadzoru dorosłych, jednak stopniowo ich przygoda zamienia się w koszmar. Czy świetna młoda obsada wystarczy, by nadrobić scenariuszowe braki? Przekonajcie się sami.
W tym tygodniu powrócili też
„Bridgertonowie” (Netflix). Czwarty sezon podzielony przez platformę na pół, w końcu będzie miał swój – oczywiście mocno udramatyzowany – happy end. Główny wątek, czyli love story Benedicta i Sophie, przysłoniła jednak opowieść o mamie Bridgerton. Dojrzała Violet postanowiła wrócić na rynek matrymonialny i zaserwować pewnemu przystojnemu lordowi swoją herbatkę, a całemu serialowi dodać niespodziewanej głębi.
A co jeśli nie serial? Polecam nowy stand-up popularnej amerykańskiej komiczki Taylor Tomlinson „Prodigal Daughter”. To już czwarty w jej karierze program nagrany dla Netflixa - na szczęście tak samo zabawny, jak poprzednie. Taylor żartuje ze swojego religijnego wychowania, nieudanych związków, nadmiernego przywiązania do AI i mężczyzn, którzy zabijają swoje żony.