| Czekałam na książkę Kornelii Sobczak jak chyba większość queerowych osób, które – wbrew temu, co mogłoby się wydawać - wychowały się w Polsce, w kulcie bohaterów "Kamieni na szaniec", historii Tadeusza Zawadzkiego "Zośki" i Jana Bytnara "Rudego". "Do dziś pamiętam smak i temperaturę łez, które ciekły mi po twarzy nieprzerwanie od zdania: »Pewnej nocy gestapo aresztowało jednego z towarzyszy broni Rudego...«, aż do słów »Warszawa, kwiecień 1944 roku«" – pisze Kornelia Sobczak, osoba autorska książki "Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce". A ja przypominam sobie, że podczas lektury "Kamieni..." w wieku wczesnoszkolnym miałam dokładnie tak samo. I tak samo żałowałam, że nie mam szans na takie bohaterstwo, bo nie ma już wojny i pozamiatane.
Gdzie są dziewczyny?Ale pamiętam coś jeszcze – zalążek sprzeciwu, który zaczął wtedy we mnie kiełkować. Dlaczego w książce Aleksandra Kamińskiego są tylko chłopacy? Gdzie dziewczyny? Przecież na naszym podwórku to ja najlepiej grałam w kosza i najszybciej wspinałam się na jabłoń, wcale nie moi koledzy.
Kornelia Sobczak przywraca pamięć o wymazanych z okupacyjnych narracji dziewczynach, kobietach, harcerkach. Oddaje im nie tylko imiona, nazwiska i pseudonimy, ale także dokonania, charaktery, gusta, a przede wszystkim prawo głosu. Dlatego, czytając tę książkę, mam wreszcie poczucie pełniejszego obrazu. Domniemanie heteroseksualnościWróćmy jednak do głównego wątku, czyli do tego, co tak naprawdę najbardziej wszystkich grzeje: czy Rudego i Zośkę łączyła romantyczna więź? Homoseksualna miłość? A innymi słowy: "Byli, czy nie byli?"
Jak zauważa osoba autorska, to pytanie najczęściej słyszała od znajomych podczas pisania swojego eseju. I nie wykręca się od odpowiedzi. Jednak sugestii o homoerotycznej relacji łączącej osoby żyjące w przeszłości zazwyczaj "nie da się udowodnić". W tym sensie, w jakim oczekują tego historycy i czytelnicy, którzy jednocześnie nie domagają się aż tak "twardych dowodów", żeby uznać za pewnik romantyczny potencjał relacji heteroseksualnych – np. Alka i Basi. Działa tu tzw. domniemanie heteroseksualności, czyli zakładanie z góry, że wszyscy ludzie są hetero. Z drugiej strony, w rozważaniach "byli, czy nie byli" nie chodzi o to, żeby kogoś na siłę określić jako osobę queerową, bardziej – jak podkreśla Kornelia Sobczak, i ja się w zupełności zgadzam – o samą możliwość alternatywy wobec domniemania heteroseksualności. Ze strzępków historii, zdjęć, słów zapisanych w listach i pamiętnikach osoba autorska buduje obraz pięknej, romantycznej i queerowej miłości, która może nie przystawać do naszego dzisiejszego rozumienia homoseksualnych relacji, ale powoduje pewnego rodzaju terapeutyczne wyzwolenie – z lęku przed homofobią i zakłamaniem.
Ja to czuję i mam nadzieję, że inne osoby czytające "Zośkę i Rudego" poczują to także. |
|