Stawka większa niż Węgry
Tę podróż zapamiętam chyba na zawsze. Jechaliśmy z rodziną i znajomymi na wakacje, samochód połykał kolejne kilometry, dzieci na tylnych fotelach się nie kłóciły; żyć, nie umierać. Aż w pewnym momencie, niedługo po przekroczeniu węgierskiej granicy, dotarliśmy do miejscowości, u wjazdu do której stał znak drogowy z ograniczeniem do 30 km/h. Posłusznie wyhamowaliśmy i powoli ruszyliśmy dalej. Za oknami, na terenie płaskim jak moje rodzinne Mazowsze, przesuwały się identyczne domki o nijakiej architekturze, mijały kolejne minuty, a znaku końca miejscowości wciąż nie było. Pamiętam tę jazdę w ślimaczym tempie, narastającą nudę zmieszaną ze zniecierpliwieniem i surrealistyczne poczucie, że to się nigdy nie skończy.
Dlaczego wspominam o tej sytuacji? Bo po lekturze tekstów z najnowszego „Plusa Minusa” wydaje mi się ona metaforą dzisiejszych Węgier. Kraj z długą i niesamowitą historią, całkiem niedawno wyprzedzający bogactwem inne w regionie, z wielkim potencjałem, nagle drastycznie spowolnił i ledwo człapie. W niedzielę zdecyduje zaś w wyborach, czy spróbować innej, być może szybszej drogi.
W podróż po kraju nad Dunajem zabiera Państwa w swoim reportażu Jędrzej Bielecki. To nie tylko złudnie pocztówkowy Budapeszt, ale też Bicske, gdzie wybuchł skandal, który może Viktora Orbána wysadzić z siodła, czy wioska Felcsút, matecznik szefa rządu, ze zdumiewającym kompleksem sportowym w gargamelowym stylu. Jędrzej odbył na miejscu mnóstwo rozmów, a jego tekst pomaga zrozumieć, dlaczego tylu Węgrów ma dość 16 lat rządów swego przywódcy.
Czy jednak partia Tisza Pétera Magyara, liderka sondaży, byłaby w stanie rządzić krajem? Prof. Bogdan Góralczyk, hungarysta i dyplomata, jest szalenie sceptyczny. W wywiadzie wskazuje na zabetonowanie instytucji państwa przez Orbána i na gospodarczy marazm. Jego mechanizm wyjaśnia zaś w felietonie ekonomista Piotr Arak.
Jerzy Haszczyński z kolei ponownie przeczytał książkę Orbána z 2007 r. i nie może wyjść ze zdumienia, jak bardzo ten prorosyjski dziś polityk zmienił poglądy (felietony Jerzego są co tydzień jedną z moich ulubionych lektur przy redagowaniu „Plusa Minusa” i tym razem też się nie zawiodłem). Jeszcze dalej w przeszłość cofają się Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski, którzy sięgnęli po wspomnienia poety Mariana Jachimowicza. Oczami młodego Polaka oglądamy Budapeszt u schyłku epoki monarchii Austro-Węgierskiej. Niesamowita lektura, wrażenie robi zwłaszcza scena kąpieli setek świń.
No dobrze, ale może powinienem zacząć od pytania, dlaczego właściwie tak bardzo obchodzą nas Węgry i ich wybory. Ano dlatego, że są to też po trosze nasze wybory. Przekonująco wyjaśnia to w swoim felietonie Michał Szułdrzyński.
Jak widać, serwujemy Państwu sporą porcję gulaszu z przystawkami, ale przygotowaliśmy przecież także inne dania. To m.in. przejmująca rozmowa z mamą trojga dzieci w spektrum autyzmu, pomagającą innym rodzicom w podobnej sytuacji; intrygujący tekst o jeszcze jednej politycznej szansie Rafała Trzaskowskiego; relacja z obleganej wystawy Renoira w Paryżu (uczta dla oka!) czy rozważania o sztucznej inteligencji i sztucznym… bogu.
Serdecznie zachęcam do spróbowania.