Węgry decydują. O sobie, ale też o Europie
W niedzielę na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Zapraszamy do śledzenia wydarzeń węgierskich przez cały weekend i w powyborczy poniedziałek na rp.pl. Będzie to jedno z najważniejszych głosowań w Europie w tym roku. Jego znaczenie wykracza poza granice tego dziewięcioipółmilionowego kraju nad Dunajem. Viktor Orbán jest obecnie najdłużej urzędującym przywódcą w Unii Europejskiej. Sprawuje władzę nieprzerwanie od 2010 roku, a w tym czasie przeprowadził głębokie zmiany ustrojowe, obsadzając sądy swoimi zwolennikami, zmieniając ordynację wyborczą i zagarniając dla swoich celów przestrzeń medialną. Taki model sprawowania władzy od lat infekuje wyobraźnię alt-prawicowych polityków z innych krajów. Jeśli Orbán utrzyma się u władzy, Bruksela stanie przed dylematem, czy nie powinna go po prostu zmarginalizować, co w jakimś sensie zachwieje podstawową ideą Wspólnoty, ale jak pisze Jędrzej Bielecki, może okazać się konieczne.
Wynik wyborów zadecyduje też o kierunku polityki zagranicznej Węgier, a tym samym o spójności całej Unii Europejskiej w kluczowym momencie wojny w Ukrainie.
Jak pisze Marek Kutarba: „Przedwyborczą atmosferę podgrzały dwa ciekawe wydarzenia. Najpierw sondaż Instytutu Publicus z początku kwietnia, z którego wynikało, że ponad połowa Węgrów obawia się sfałszowania wyborów, przy czym dwie trzecie wyraźnie wskazało, że spodziewa się tego po rządzącej partii Fidesz. Z kolei 79 proc. ankietowanych podejrzewa niejawną ingerencję zagranicznych służb w przebieg wyborów.”
Péter Magyar, lider opozycyjnej Tiszy, zdołał zjednoczyć opozycję i stać się wiarygodną alternatywą dla Orbána. Czy to wystarczy, żeby go pokonać? Niezależne sondaże wskazują na poparcie dla Tiszy na poziomie 49-58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, przy 35-38 proc. dla Fideszu. Same cyfry jednak nie gwarantują tu sukcesu. Węgierski system wyborczy został tak skonstruowany, by faworyzować partię rządzącą, a zdobycie większej liczby głosów przez opozycję wcale nie musi skutkować przejęciem władzy.
Zasadniczym powodem potencjalnej klęski Orbána może okazać się stagnacja gospodarcza. Przez ostatnie lata Węgry praktycznie się nie rozwijały, a największa inflacja w UE zdziesiątkowała tam dochody klasy średniej, o czym piszemy w najnowszym wydaniu „Plusa Minusa”.
Węgry zwracają ku sobie oczy całej Europy, bowiem już w przyszłym roku kluczowe głosowania, dotyczące przyszłości krajów i całej Unii Europejskiej, odbędą się we Francji, Włoszech i w Polsce. Dlatego właśnie – jak pisze Michał Szułdrzyński – to także są nasze wybory.