Dzień dobry,
Czasami spotykasz kogoś, z kim dobrze się rozmawia. Nawet jeśli nie podzielasz jego wszystkich opinii, chcesz wymieniać się myślami, bo ma empatię, interesujące pomysły, wsłuchuje się w argumenty.
Taką osobą był Łukasz Litewką, który wczoraj zginał w wypadku, jadąc na rowerze. Poznałem go przed dwoma laty, gdy jako poseł zainteresował się sprawą konnego transportu nad Morskie Oko. To on zaproponował, by na tę trasę w Tatrach ruszyły elektryczne busy. Przyjechał na Podhale, by rozmawiać o tym z fiakrami. I udało się mu ich częściowo przekonać. Przystali na nowy transport, równocześnie upraszając władze, by w okresie przejściowym mogli mniej obciążonymi fasiągami nadal
wozić turystów, którzy nie pomieszczą się w ekologicznych busach. Łukasz Litewka wierzył, że w końcu poprawi koński los nad Morskim Okiem.
Rozmawiając z nim, żałowałem, że
nie ma z nami Pawła Smoleńskiego, który obok reportaży z Izraela i Ukrainy z pasją pisał też o Podhalu. W przyszłym tygodniu przypada trzecia rocznica śmierci naszego redakcyjnego kolegi. Na przełomie tysiącleci przez lata jeździliśmy po całym Podhalu. Zdążyliśmy być razem u ostatnich żyjących partyzantów "Ognia" i potomków jego ofiar, rozmawialiśmy z krewnymi twórców Goralenvolku, mieszkańcami okupowanego Zakopanego, kurierami tatrzańskimi, z dawnymi ratownikami górskimi. Poznaliśmy też blisko stuletnich staruszków pamiętających z dzieciństwa, jak do 1918 roku
część terenów pod Tatrami należała do Królestwa Węgier.
Dobre spotkania towarzyszą nam przez całe życie. Zostają w pamięci, kiedy rozmówcy odchodzą.
"By razem zwalczyć niebezpieczny Styksu wir" - jak śpiewa Wojciech Waglewski.