Środa, 29 kwietnia 2026

Angelika Swoboda
dziennikarka 

Ja lubię wanilię. A Ty?

- Z każdym seksem jest jak z jedzeniem. Jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć, czy ci smakuje – powiedziała mi kiedyś autorka całkiem przyjemnego erotyku. Przypomniałam sobie te słowa po rozmowie z seksuolożką Sylwią Bartczak, którą poprosiłam o rozłożenie na czynniki pierwsze waniliowego seksu. I pomyślałam sobie, że idealnie pasuje ono i do kontekstu, jak i do tekstu.

- Wanilia uchodzi za silny afrodyzjak. Mnie kojarzy się z czymś gładkim, z łagodnym, ciepłym i delikatnym. Zarówno pod względem smaku, jak i zapachu – mówi Sylwia Bartczak.

Mnie wanilia kojarzy się, nomen omen, z lodami. Słodkimi, ale nie przesłodzonymi, najlepiej z widocznymi i wyczuwalnymi drobinkami laski wanilii. Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo o dobre lody o tym smaku. Dobrze, gdy nie są mdłe, nie mają sztucznego aromatu i koloru.  Dobrze też, gdy są wyraziste, a nawet odrobinę pikantne, a wanilia lekko szczypie w język. Podobnie zresztą jak waniliowy seks, który wcale nie musi być poprawny, nudny, bez polotu. Może być gorący, mocny i intensywny. Pełen doznań.

Sylwia Bartczak mówi tak: - Można budować napięcie seksualne poprzez różne zmysły - węch, dotyk. Może to być piórko, którym smyramy partnera czy partnerkę po plecach, mogą też być gadżety, niekoniecznie łańcuchy albo liny.

I to jest właśnie dla mnie w tym seksie najfajniejsze. Że nie oddajemy palmy pierwszeństwa wymyślnym, przejaskrawionym akcesoriom. Że nie idziemy na łatwiznę, mając pewność, że maski, łańcuchy czy pejcze rodem z filmu BDSM zrobią za nas całą robotę. Że nie musi być spektakularnie, a nawet teatralnie. Bo, jak mówi seksuolożka, i ja to kupuję, "w waniliowym seksie nie można się schować za bodźcem. To trudna forma seksualności, bo oznacza bycie widzialnym. I dla wielu osób waniliowy seks jest bardziej wymagający niż jakikolwiek eksperyment, bo eksperyment może być ucieczką. Bliskość już nie".

Waniliowy seks nie jest, jak ponoć niektórym się wydaje, formą zbliżenia "po bożemu". I nie jest też nudą, oczywiście pod warunkiem, że dajemy partnerowi czy partnerce całą swoją uważność i że chce nam się naprawdę być. Nie machając pejczem, ale skupiając się na tym, co sprawia drugiej osobie nieudawaną rozkosz.
 

To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.

BLISKOŚĆ

Tkwimy w utopii seksualnej. Życie nie kręci się wokół dobrego seksu
'Im więcej stwarza nam się możliwości seksualnego samorozwoju, im więcej mamy zabawek do wypróbowania, orgazmów do osiągnięcia, tym większe mamy poczucie, że to, co nam się rzeczywiście przytrafia, nie jest wystarczająco dobre'. Rozmowa z prof. Wojciechem Klimczykiem, socjologiem i kulturoznawcą.
CZYTAJ WIĘCEJ

POŻĄDANIE

RELACJE

PORADNIK

REKOMENDACJE DLA CIEBIE