Ja lubię wanilię. A Ty?
- Z każdym seksem jest jak z jedzeniem. Jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć, czy ci smakuje – powiedziała mi kiedyś autorka całkiem przyjemnego erotyku. Przypomniałam sobie te słowa po rozmowie z seksuolożką Sylwią Bartczak, którą poprosiłam o rozłożenie na czynniki pierwsze waniliowego seksu. I pomyślałam sobie, że idealnie pasuje ono i do kontekstu, jak i do tekstu.
- Wanilia uchodzi za silny afrodyzjak. Mnie kojarzy się z czymś gładkim, z łagodnym, ciepłym i delikatnym. Zarówno pod względem smaku, jak i zapachu – mówi Sylwia Bartczak.
Mnie wanilia kojarzy się, nomen omen, z lodami. Słodkimi, ale nie przesłodzonymi, najlepiej z widocznymi i wyczuwalnymi drobinkami laski wanilii. Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo o dobre lody o tym smaku. Dobrze, gdy nie są mdłe, nie mają sztucznego aromatu i koloru. Dobrze też, gdy są wyraziste, a nawet odrobinę pikantne, a wanilia lekko szczypie w język. Podobnie zresztą jak waniliowy seks, który wcale nie musi być poprawny, nudny, bez polotu. Może być gorący, mocny i intensywny. Pełen doznań.
Sylwia Bartczak mówi tak: - Można budować napięcie seksualne poprzez różne zmysły - węch, dotyk. Może to być piórko, którym smyramy partnera czy partnerkę po plecach, mogą też być gadżety, niekoniecznie łańcuchy albo liny.
I to jest właśnie dla mnie w tym seksie najfajniejsze. Że nie oddajemy palmy pierwszeństwa wymyślnym, przejaskrawionym akcesoriom. Że nie idziemy na łatwiznę, mając pewność, że maski, łańcuchy czy pejcze rodem z filmu BDSM zrobią za nas całą robotę. Że nie musi być spektakularnie, a nawet teatralnie. Bo, jak mówi seksuolożka, i ja to kupuję, "w waniliowym seksie nie można się schować za bodźcem. To trudna forma seksualności, bo oznacza bycie widzialnym. I dla wielu osób waniliowy seks jest bardziej wymagający niż jakikolwiek eksperyment, bo eksperyment może być ucieczką. Bliskość już nie".
Waniliowy seks nie jest, jak ponoć niektórym się wydaje, formą zbliżenia "po bożemu". I nie jest też nudą, oczywiście pod warunkiem, że dajemy partnerowi czy partnerce całą swoją uważność i że chce nam się naprawdę być. Nie machając pejczem, ale skupiając się na tym, co sprawia drugiej osobie nieudawaną rozkosz.