"Baumgartner" – ostatnia książka w dorobku Paula Austera, jednego z najważniejszych współczesnych amerykańskich pisarzy – to opowieść o miłości i żałobie. Tytułowy bohater, którego poznajemy w chwili, gdy od dziesięciu lat jest wdowcem, wciąż tęskni za utraconą miłością, wspomina żonę i spędzone z nią chwile, żyje jakby w zawieszeniu. Auster porównuje śmierć ukochanej osoby do utraty części ciała, a cierpienie towarzyszące żałobie do bólu fantomowego.
W prawdziwym życiu Auster miał takiego bólu nie doświadczyć. Miała go doświadczyć jego żona, Siri Hustvedt, także wybitna pisarka.
„Jestem szczęściarą, że znałam Paula i przeżyłam taką miłość. Oboje byliśmy szczęściarzami. On również dlatego, że nie musiał mnie przeżyć, nie musiał przetrwać po mojej śmierci" –
mówi Hustvedt Paulinie Reiter.
Zdaje się, że gdy Paul Auster pisał „Baumgartnera", nie wiedział jeszcze o swojej chorobie. Być może coś przeczuwał, ale raka rozpoznano u niego w grudniu 2022 r., kiedy książka – choć jeszcze nie ukazała się w druku – była już ukończona. Powieść „Baumgartner" okazała się więc w jakimś wymiarze profetyczna, choć trzeba przyznać, że okazała się profetyczna w sposób dość przewrotny.
Paul Auster i Siri Hustvedt przeżyli razem czterdzieści lat. Byli kochankami, przyjaciółmi, intelektualnymi partnerami. Nawzajem podziwiali swoją twórczość, a ten podziw stał się w pewnym sensie spoiwem ich relacji. Ponadto on, obserwując ją – pisarkę walczącą o własną widoczność, którą zbyt często postrzegano przez pryzmat męża, wielkiego pisarza – stał się feministą. Byli razem we wszystkim – w życiu, w twórczości, w swoich ideach. Byli też razem w jego chorobie.
Paul Auster zmarł 30 kwietnia 2024 r. w domu, w którym spędzili razem życie i w którym oboje pisali, pośród bliskich, w otoczeniu wspólnych książek.
O takiej miłości marzy każdy człowiek. O takiej śmierci dla siebie i dla tych, których kochamy, także, choć to akurat marzenie spychamy do podświadomości.
Tymczasem „cierpienie jest częścią życia i nie powinno nas zaskakiwać. Jeśli żyjesz wystarczająco długo i masz zdolność kochania, to na pewno doświadczysz żałoby" – mówi Siri Hustvedt Paulinie Reiter. To piękne słowa. Słychać w nich jednocześnie satysfakcję i smutek, ale też mądrość.
Podobną mądrość można było także usłyszeć w słowach pisarza C.S. Lewisa, który po śmierci ukochanej żony miał powiedzieć: „Mimo cierpienia lepiej tracić, niż nigdy nie spotkać". Bo, chcemy tego czy nie, każda prawdziwa miłość, także ta spełniona, musi się skończyć tęsknotą.