Szczęście dzieci jest dla nas najważniejsze. Tak, wiem, truizm i oczywista oczywistość. Chcemy aby nasz bombelki miały szczęśliwe dzieciństwo, ale też wyrosły na szczęśliwych ludzi. Wszyscy jesteśmy zgodni w tej kwestii. Zasadnicze pytanie brzmi, co znaczy „szczęśliwe dziecko”?
UNICEF od lat robi listę krajów, w których dzieci czują się najszczęśliwsze. Pierwsza trójka to Holandia, Dania i Francja. We wcześniejszych badaniach pojawiały się na szczycie jeszcze Szwecja, Finlandia i Hiszpania. Polska za każdym razem jest w okolicach 30 miejsca.
UNICEF bada wymierne aspekty życia w danym kraju, tj. dostęp do edukacji, problemy zdrowotne, warunki mieszkaniowe, odsetek dzieci żyjących w rodzinach o przychodach poniżej 50 proc. średniej krajowej, czy liczbę zgonów w przedziale 4-15 lat.
Tu dane są jasne, bo policzalne. Jednak oprócz tego UNICEF pyta dzieci o bardziej subiektywne kwestie, jak relacje z rówieśnikami, umiejętność nawiązywania nowych kontaktów, czy wsparcie rodzicielskie. Pada też pytanie: „Czy czujesz się szczęśliwa/y?”. Tak po prostu, niezależnie od warunków mieszkaniowych i zarobków rodziców.
Około 41 procent polskich nastolatków opowiedziało, że nie czuje się szczęśliwymi.
Aż 82 proc. rodziców badanych dzieci stwierdziło, że ich pociechy są szczęśliwe.
Auć! Moja rodzicielska intuicja właśnie dostała mocnego pstryka w nos, żeby nie powiedzieć mocnego kopniaka w cztery litery. Skąd ta rozbieżność? Przecież mamy dobre intencje. Chcemy dobrze.
Ten wynik jasno pokazuje, że nastolatki i ich rodzice żyją w swoich bańkach i rzadko z nich wychodzą.
Chcę dobrej szkoły dla syna, ale czy on się w niej odnajduje? Jedziemy na wspaniałe wakacje, ale czy będziemy na nich mieli czas na wspólną rozmowę czy nudzenie się? W sumie, to czego mój 16-latek oczekuje od takich rodzinnych wakacji?
Czy nowe buty czy nowa lokówko-suszarka to kolejny wymysł 14-latki, czy może coś, co właśnie teraz jest jej do szczęścia potrzebne?
Pytań, które pojawiają się myśląc o ich szczęściu, a nie naszym o nich wyobrażeniu jest dużo więcej. Warto je zadawać sobie, ale i dzieciom. Pytać, rozmawiać, przyjmować do wiadomości nawet te nieprzyjemne odpowiedzi.
Pocieszające jest to, że badania pokazują, że dzieciaki potrzebują do szczęścia mniej niż nam się wydaje. Chcą czuć się potrzebne, mieć szansę o coś zawalczyć, zmęczyć się, spocić i ubrudzić. Potrzebują swobody i zaufania. Chcą być wysłuchane i traktowane poważnie. Chcą także słyszeć od dorosłego „nie”. Nie pozwalam. Nie podoba mi się to. Nie tym razem. Ich serce nie rozpada się wtedy na milion kawałków, choć może im być przykro.
Raz, po moim ostrym "nie", po którym czułam się okropnie, zapytałam wtedy 12-letniego syna, jak on się z tym moim "nie" czuje. Pytanie padło po 10 minut, gdy atmosfera nieco opadła. - Nie, to nie - wzruszył ramionami. Jak by mi bardzo na tym zależało, to być cię męczył bardziej - uśmiechnął się nonszalancko.