|
Jak ugryźć temat, małżeństwo 11 lat stażu przed ślubem znaliśmy się krótko ale wydawało się że obydwoje wiemy czego chcemy. Mąż za brak seksu bliskości karze mnie cisza. Obydwoje pracujemy ja na 1/2 etatu on na cały, ograniam dwoje dzieci w wieku szkolnym, treningi, imprezy szkolne, zakupy , lekarzy on czasem też coś kupić czy gdzieś odwiozie dzieci ale raczej wszystko na mojej głowie, pranie, gotowanie , sprzątanie, on ma garaż, samochody ,drzewo, trawę kosze ja i co mogę na dworze pomagam, w piecu zapale, kwiaty i warztwniak ogarnę. Mąż jak przyjdzie z pracy od razu piwo , dwa trzy w weekend drinki, pracuje przy domu ale po piwie jest od razu chamski jak coś zapytać co u mojej mamy to jak zaczne odpowiadać to zaraz mi wchodzi w zdanie że jak nie chcesz to nie mów już nie będę pytał, i mnie już głos staje w gardle, chamski jest do mnie, na syna krzyczy bezpotrzeby jak coś nie zrobię jak on chce w tym momencie mówi mi że mam na wszystko
wy...e i że mam czas wyliczony. Oczywiście wymaga żebym całą noc się do niego tuliła i z nim spala seks oczywiście co drugi dzień wymaga. Ja po tym wszystkim nie mam ochoty nawet się do niego przytulić bo jak się przytulę to zawsze mi wkłada rękę do majtek i za biust łapie chociaż wcześniej był nie wiem jak chamski. Ostatnio mnie córka zapytała mama a dlaczego wy się z tatą nie śmiejcie nigdy. Bo rzeczywiście tylko się albo kłócimy albo rozmawiamy o sprawach bieżących zakupy itd albo on na mnie krzyczy bo ja już wycofuje się z kłótni bo z nim i tak nie da się dyskutować bo tak odwróci kota ogonem do góry że wyjdzie moja wina. Wieczorem padam na twarz bo dzieci, praca , dom i zwyczajnie jestem przebodzcowana a on jak nigdy nic idzie spać bo rano wstaje wcześnie nawet nie zapyta dzieci czy jadły czy mają jakieś zadania. Niedzielę przesypia, ja spędzam czas z dzieci, czesto prasuje lub robię to na co w tygodniu braknie mi czasu, chyba że
gdzieś jedziemy. On narzeka że ja nie mam dla niego czasu, a mnie już tak totalnie od niego odrzuca ze się zmuszam do seksu. Od razu odpowiem , mieszkam u niego, on jest bardzo kłótliwy i nawet ze swoją rodziną się dużo kłóci i wiem że jakby przyszło do rozstania to mimo wszystko jego rodzina byłaby za nim, i zabrałby mi dzieci bo zrobili by że mnie alkoholiczkę im wariatke, nawet jego matka powiedziała mi że to ja go rozpiłam, chodź ja nie pije wogole, dawnije przy nim się napilam więc mogę powiedzieć że to on mnie wciągnął ale od 4 lat jest ok, raz na jakiś czas piwo wypije jak dzieci już śpią w łóżkach. Nie wyobrażam sobie spędzić z nim starość czekam aż dzieci podrosną, bo teraz to by zniszczył mnie i moją rodzinę.... Pomocy...on mnie ściąga na dno, przy nim jestem poirytowana , mało się odzywam nie umiem się wysłowić , krzycze na dzieci , a ja bardzo dużo w ostatnich latach pracowałam nad sobą, osiągając spokój
dyscyplinę i radość z prostych rzeczy. W dodatku jestem beznadziejnie zauroczona znajomym z otoczenia z którym z pewnych służbowych względów muszę się widywać czasem, nie piszemy do siebie nie dzwonimy , po prostu gdy już się spotkamy musimy to troche pogadamy , posmiejemy się, pogadamy o świecie, jakiś taki przepływ energii jest dobry między nami że ta znajomość dużo mi dała w tej pracy nad sobą, nie czekam na niego, on też ma żonę i dzieci ,.po prostu cieszę się że wlał trochę światła w moje życie, nigdy między nami nic nie było nawet przytulania ale zapomnieć nie mogę o nim.
|