Trump przegrał na mundialu. A jak będzie w Ankarze?
Pierwszą rzeczą, którą sprawdziłem rano w telefonie, był wynik meczu USA – Belgia. I zdaje się, że nie tylko mnie ucieszyła przegrana Amerykanów. Naciski Donalda Trumpa na anulowanie kary dla amerykańskiego piłkarza po czerwonej kartce przyniosły efekt, ale chyba nie taki, jakiego spodziewał się ten Midas à rebours. FIFA się wprawdzie ugięła, ukarany futbolista zagrał, ale ingerencja prezydenta nastawiła kibiców przeciwko drużynie, jej zawodników zdekoncentrowała i naraziła na hejt, a Belgów dodatkowo zmobilizowała.
Z upływem dnia zainteresowanie świata przesuwa się jednak ku rzeczom mimo wszystko poważniejszym niż futbol. Uwagę skupia turecka Ankara, gdzie zaczyna się szczyt NATO. „W oficjalnym programie szczytu na jego pierwszy dzień, czyli wtorek, Ukraina jest jedynym krajem wymienionym z nazwy”, pisze nasz wysłannik Jerzy Haszczyński. – Może liderzy rozważą danie nam licencji na Patrioty. To właściwie wszystko, czego byśmy oczekiwali – mówi mu Andrij Zahorodniuk, były minister obrony Ukrainy.
W Polsce też dyskutuje się o pociskach do Patriotów – tych przekazanych Ukraińcom. Rząd licytuje się z opozycją na to, kto mniej pomaga zaatakowanemu przez Rosję sąsiadowi. Po konferencji wicepremiera Kosiniaka-Kamysza Artur Bartkiewicz stawia w komentarzu tezę, że „chodzi o wzmocnienie narracji forsowanej m.in. przez Sławomira Mentzena, który przypomina, że PiS można w tej kwestii zaatakować z tych samych pozycji, z których dziś atakuje rząd Tuska były minister obrony Mariusz Błaszczak”.
Program szczytu NATO jest skądinąd mocno okrojony, ponoć w tym celu, by ograniczyć prawdopodobieństwo bezpośrednich starć prezydenta USA z przywódcami europejskimi. Według włoskiej prasy Giorgia Meloni dzwoniła nawet do tureckiego prezydenta Recepa Erdogana z prośbą, by spotkania przywódców Sojuszu miały jak najbardziej „techniczny” charakter. Premier Włoch została bowiem ponownie w niekulturalny sposób zaatakowana przez Trumpa w jego social mediach. Włosi przyjęli taktykę nieeskalowania sporu i nie chcą dać Trumpowi okazji do kolejnych prowokacji. Co za czasy, gdy z przywódcą supermocarstwa trzeba postępować jak z nieznośnym kolegą z klasy w podstawówce.