Maciej Berek nie jest urzędnikiem, którego twarz zna każdy przechodzień. Trudno też nazwać go wprost politykiem. Ale w świecie prawa, legislacji i rządowej kuchni to zawodnik wagi ciężkiej, człowiek od ustaw, procedur, regulaminów i gaszenia pożarów, zanim jeszcze zdążą wybuchnąć. Jeden z tych urzędników, którzy nie muszą wychodzić na konferencje prasowe, żeby mieć realny wpływ na to, co robi państwo.
Dlatego jego przejście do Trybunału Konstytucyjnego będzie czymś więcej niż zwykłą zmianą stanowiska.
Berek to zaufany człowiek Donalda Tuska, jego prawa ręka, ktoś, kto przez ostatnie lata znajdował się bardzo blisko centrum władzy. I właśnie tu zaczyna się problem.
Bo przecież przez lata obecna koalicja — słusznie — punktowała PiS za to, że traktował Trybunał jak polityczną przechowalnię. Że wysyłał tam ludzi związanych z obozem władzy, posłów, ministrów, osoby kojarzone jednoznacznie z jedną partią. Padały wtedy słowa o partyjnym skoku na sąd konstytucyjny, niszczeniu standardów i zamazywaniu granicy między polityką a sądownictwem.
Dziś ta granica znów robi się niepokojąco cienka.
Nie chodzi nawet o kompetencje Berka, bo te trudno podważać. Przeciwnie: jeśli ktoś ma intelektualny i zawodowy ciężar, by zasiadać w TK, to właśnie ktoś z takim dorobkiem. Problem polega na ścieżce, którą tam dochodzi. Prosto z gabinetów rządu do Trybunału. Bez okresu przejściowego, bez dystansu, bez choćby próby stworzenia wrażenia, że to dwa odrębne światy.
I dlatego, jak słyszymy, także wśród części sędziów sądów, którzy przez lata stali na barykadzie obrony praworządności, pojawia się niesmak. Nie dlatego, że Berek jest za słaby. Właśnie odwrotnie. Jest mocny, sprawny, wpływowy i bardzo blisko związany z obecną władzą.
Można oczywiście powiedzieć, że dobry prawnik pozostaje dobrym prawnikiem niezależnie od tego, gdzie wcześniej pracował. To prawda. Tyle że w instytucji tak obciążonej politycznymi grzechami ostatniej dekady liczą się nie tylko kwalifikacje. Liczy się również symbol.
A symbol jest taki: ci, którzy przez lata potępiali polityczne transfery do Trybunału, sami właśnie szykują transfer z samego serca władzy.
Zapraszam do lektury
Kamil Dziubka