Kiedy w sobotnim wydaniu "Stanu Wyjątkowego" ujawnialiśmy, że afera Zondacrypto będzie głównym tematem nowego sezonu politycznego, zdawaliśmy sobie sprawę, że lista ofiar na prawicy może być długa. I tak rzeczywiście jest. Każdego dnia na jaw wychodzą nowe informacje dotyczące czołowych polityków PiS, Suwerennej Polski i Konfederacji.
Przewidywaliśmy, wymieniając nazwiska: Nawrocki, Sakiewicz, Ziobro, Wipler, Piesiewicz.
Szef PKOl Radosław Piesiewicz poległ pierwszy — okazało się, że przyjął od szefa Zondacrypto Przemysława Krala jeden z najdroższych zegarków świata, wart jakieś 40 tys. euro Patek Philippe Calatrava 6007G-001. Twierdzi, że kasę oddał w ratach. Podobno raty nic o tym nie wiedzą.
Wkrótce na drodze do upadku dołączył do niego Ziobro. To, że Kral wpłacił na fundację Ziobry, wiedzieliśmy — przelał 450 tys. zł, z czego Ziobro pożyczył sobie 57 tys. zł. Ale że to Ziobro załatwił sobie kredytowanie u Krala — to nówka.
Ziobro traktuje nas jak idiotów — twierdzi otóż, że nie wiedział o prokuratorskich postępowaniach, które dotyczyły Zondacrypto, bo był chory. Szkopuł w tym, że część z nich — dotycząca choćby zaginięcia twórcy Zondacrypto Sylwestra Suszka — ruszyła w czasach, gdy był zdrowym prokuratorem generalnym.
Z Wiplerem jest podobnie — też kasę dostała jego fundacja. Wipler broni się, twierdząc, że "nie uczestniczył w sposób proaktywny" w pracach nad ustawą o kryptowalutach. Twórcy "Stanu Wyjątkowego" dobrze znają pana Przemka. Właśnie na tym polega jego urok, że najczęściej nie działa proaktywnie.
Najnowsza ofiara Zondy to Tomasz Sakiewicz. Jak ujawniają Kamil Dziubka i Jacek Harłukowicz, Sakiewicz negocjował z Kralem sprzedaż pokaźnego pakietu akcji Telewizji Republika. Podpisał w tej sprawie list intencyjny.
Prawa ręka Sakiewicza, były czołowy propagandysta TVP, Jarosław Olechowski, twierdzi, że transakcja została zatrzymana, bo dzielni Republikanie w swych niezawodnych źródłach dowiedzieli się, że Kral prowadza się z Ruskimi. "W październiku 2025 r. poleciałem do Monako (na koszt Republiki) na spotkanie z Przemysławem Kralem. Powodem tej wyprawy były informacje, które dotarły do redakcji Republiki z wiarygodnych źródeł (nie wyjawię ich z uwagi na tajemnicę dziennikarską), wskazujące na powiązania Krala z "Rosjanami z Petersburga". Z relacji jakie otrzymaliśmy wynikało, że chodzi o rosyjską mafię. (…) Z uwagi na ww. sygnały — płynące także od naszych amerykańskich przyjaciół — prezes Tomasz Sakiewicz zdecydował o wstrzymaniu wszelkich rozmów dotyczących ewentualnej inwestycji Krala w Telewizję Republika. Poleciałem do Monako, żeby wprost zapytać Krala o jego związki z Rosją, wysłuchać jego odpowiedzi, a przede wszystkim zobaczyć, jak zareaguje na pytanie o "Rosjan z Petersburga". Rozmowę prowadziliśmy na tarasie hotelu Le Meridien Beach Plaza, tuż nad brzegiem Morza Śródziemnego. Mój rozmówca był zaskoczony pytaniem o związki z Petersburgiem. Przyznał, że był w tym mieście w latach 90. jako turysta, ale stanowczo wyparł się związków z rosyjskimi gangsterami. Co więcej, zapewnił mnie, że żadni Rosjanie nie są klientami jego firmy od czasu wprowadzenia sankcji na Moskwę po agresji na Ukrainę. Nie zmieniło to jednak niechętnego stosunku prezesa Sakiewicza do bliższego wiązania się z Kralem i w efekcie nie doszło do zawarcia żadnej umowy inwestycyjnej."
A zatem pan Jarek pojechał do Le Meridien Beach Plaza ostro przepytywać Krala w październiku 2025 r. i tak go przemaglował, że wstrzymali deal. Tylko że my mamy dokument dotyczący transakcji, który Sakiewicz podpisał 2 grudnia 2025 r. i wysłał do Krala, licząc na jego podpis. Zakładaliśmy, że skoro pan Jarek tak sprawnie liczył miliony, które wyciągał z TVP, to potrafi też obsługiwać kalendarz. Jak widać, przesadziliśmy z oczekiwaniami.
Swoją drogą, na liście przewidywanych przez nas ofiar Zondafery jest jeszcze Karol Nawrocki. Ale na to musimy jeszcze poczekać.
Zapraszam do lektury
Andrzej Stankiewicz