Od Piotra Mazika, prezesa Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich z Zakopanego, ostatniej jesieni usłyszałem:
- Niestety jednym z pól konfliktu w Tatrach są relacje przewodnickie. Sytuacja jest niezwykle trudna. Międzynarodowa "korporacja" IVBV (to skrót od niemieckiej nazwy Internationale Vereinigung der Bergführerverbande - czyli Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Przewodników Górskich) od dawna chce zmonopolizować rynek wysokogórskich usług przewodnickich, szczególnie na Słowacji. Tam urzędowe obowiązki wydawania zgody na pracę przyznano stowarzyszeniu przewodników.
Taka sprzeczność interesów zawsze rodzi patologie. Zgodą na pracę powinny zajmować się urzędy marszałkowskie lub ministerstwa. Przez ostatnie lata doświadczyliśmy najgorszych rzeczy. Były przekłamania przy porównywaniu kwalifikacji. Są przypadki jawnych gróźb, nawoływania do przemocy wobec nas, szowinizmu, szkalowania. Konflikt trwa zbyt długo i boję się, że źle się to skończy.
Teraz nasz redakcyjny kolega Jan Latała wysłuchał szefa stowarzyszenia słowackich przewodników wysokogórskich NAHVSR (Národná Asociácia Horských Vodcov Slovenskej Republiky). Jozef Janiga uważa, że nie można mówić o "konflikcie" między przewodnikami w Tatrach. - Czasem w Słowackich Tatrach jest więcej polskich przewodników z klientami niż słowackich - argumentuje. Jednocześnie zaznacza, że to słowackie, a nie polskie przepisy dotyczące przewodnictwa wysokogórskiego "są spójne z przepisami w Austrii, Włoszech czy Francji".
Oby udało się znaleźć tatrzańską drogę do pojednania przewodników. Temat będziemy wkrótce kontynuować na naszych łamach.