31 sierpnia – ten dzień ma w sobie coś magicznego. Czuję nostalgię za ulotnymi dniami, oślepiającym słońcem i ciepłym powietrzem. Jutro czas zacznie biec nieco innym tempem: dzieci zarzucą na ramiona szkolne plecaki, dorośli wrócą do swoich obowiązków, a wszystko wokół zacznie żółknąć. Dziś możemy się jednak jeszcze nacieszyć wspomnieniem lata.
Ostatni dzień sierpnia, symboliczne domknięcie pewnego okresu, jest dla Andersa (Anders Danielsen Lie) dosłownym końcem. 34-latek ostatnie miesiące spędził w ośrodku leczenia uzależnień. Dostaje jednodniową przepustkę, podczas której ma udać się na rozmowę kwalifikacyjną do prestiżowego wydawnictwa. Ten czas zamienia się w sentymentalną podróż do rodzinnego miasta.
Anders wraca do Oslo po to, by raz jeszcze zobaczyć stare miejsca: ulubiony bar, w którym imprezy trwały do bladego świtu, brzeg Oslofjordu czy rodzinny dom. I twarze. Chce zobaczyć tych, którzy niegdyś byli mu bliscy, ale teraz wydają się niemal obcy. Założyli własne rodziny, wiodą własne życie. Namawiają Andersa, by spróbował raz jeszcze zacząć wszystko od początku. Ale on już dawno stracił wiarę w to, że może wyprowadzić swoje życie na prostą.
Świat powoli zwalnia, pogrąża się w mroku, a on żegna się z życiem. To przejaw bezsilności wobec dotkliwej samotności. Uświadamia sobie, że pustki w jego życiu nie da się wypełnić. Wokół dostrzega szczęśliwych ludzi i wie, że nigdy nie będzie taki jak oni. Od dłuższego czasu nie potrafi odczuwać żadnych emocji, jest martwy w środku. Śmierć nie budzi jednak w nim lęku. Wręcz przeciwnie: jest obietnicą nadchodzącej ulgi.
Powrót do Oslo jest więc rodzajem pożegnania. Anders chce spędzić ten czas według własnych zasad – tak, jak spędził większość życia. Oddaje się autodestrukcyjnym uciechom. Alkohol w jego żyłach pobudza go do życia, świat jest wtedy bardziej znośny. Ta noc mogłaby się nigdy nie kończyć. Świt musi jednak w końcu nadejść. Opustoszałe ulice są wtedy najpiękniejsze.
"Oslo. 31 sierpnia" to drugi film w dorobku
Joachima Triera, uznanego norweskiego reżysera, twórcy nagrodzonej Oscarem
"Wartości sentymentalnej" (2025). Film jest luźną adaptacją powieści "Le Feu follet" Pierre'a Drieu La Rochelle'a. W latach 60. inną udaną ekranizację tej książki nakręcił francuski nowofalowiec Louis Malle.
Trier stworzył niezwykle przejmujący, inteligentny i czuły wobec bohatera portret człowieka stojącego nad przepaścią. To zanurzona w nostalgii opowieść o poszukiwaniu sensu i dojmującym smutku. Seans idealny dla tych, których ostatni dzień wakacji wprawia w melancholijny nastrój.
"Oslo. 31 sierpnia" do obejrzenia online na Nowe Horyzonty VOD, mojeekino.pl i E-Kino Pod Baranami.