Budżet strachu. Przed prezydentem
W teorii wszystko wygląda nie najgorzej. Minister finansów Andrzej Domański zdradził, że deficyt budżetu w przyszłym roku wyniesie 271,7 mld zł i uda nam się nadal balansować na granicy zadłużenia. Granicy, za którą nie działoby się ciekawie. Ale do 7 proc. PKB nadal trochę brakuje, o ile…
No właśnie, „o ile” – bo przyjęty dziś na rządzie projekt budżetu zakłada dodatkowe wpływy z podatków, których zawetowanie już zapowiedział prezydent Karol Nawrocki. Nie są to wpływy znaczące w skali całej kasy państwa, a niektórzy żartują nawet, że to „na waciki” (nieśmiertelny „Kiler”). Niestety, te waciki mogą właśnie przeważyć i zepchnąć nas na tę drugą stronę (a tu w głowie się pojawiają już nie polskie komedie, ale co najmniej Mordor z „Władcy Pierścieni”).
Na najważniejsze pytania dotyczące przyszłorocznego budżetu odpowiedzi dziś więc nie poznaliśmy. Oby przyszłego roku nie sponsorowała literka „W” jak weto.