"Ty głupia krowo!" to popularna obelga kierowana pod adresem kobiet. Jak każde tego rodzaju określenie jest wstrętne, a mnie osobiście szczególnie drażnią te inwektywy, które powielają różne stereotypy na temat zwierząt. W tym przypadku jest to przekonanie, że krowy nie są zbyt "lotne".
Zacznijmy jednak od tego, że nie ma głupich zwierząt.
W ogóle, w naukach o zachowaniu zwierząt, takich jak zoopsychologia czy etologia kognitywna, nie istnieje taka kategoria, jak "głupota". Możemy co najwyżej mówić o większej lub mniejszej plastyczności behawioralnej, czyli zdolności danego zwierzęcia do zmiany zachowania w odpowiedzi na zmieniające się warunki środowiska.
Tak się składa, że bystrzaki wśród zwierząt, np. zwane czasem przez badaczy "latającymi małpami" krukowate, są bardzo plastyczne behawioralnie. Ale mamy też zwierzęta, które świetnie radzą sobie ze zmianami i przystosowują do nowych środowisk, ale do zwierzęcej Mensy - gdyby takowa istniała - nikt by ich nie przyjął. To, przykładowo, karaluchy.
Krowa używająca narzędzia? A jednak!Jeśli jednak ktoś wciąż myśli, że krowom zbywa na intelekcie, to niezwłocznie powinien poznać Veronikę, o której pisaliśmy w tym tygodniu w "Wyborczej". Ta krowa zaczęła spontanicznie podnosić patyki i używać ich do... drapania się.
Zafrapowani obserwacjami właściciela zwierzęcia naukowcy podsunęli Veronicę szczotkę. Ją również wykorzystała jako narzędzie pielęgnacji: preferowała szczeciniasty koniec szczotki, gdy drapała się po twardym grzbiecie, a gładkim, drewnianym końcem smyrała się po miękkim podbrzuszu.
Było to fascynujące, ponieważ dotąd nikt nie spodziewał się tego, że krowy - i to same z siebie - są zdolne do używania narzędzi.
Trzeba jednak odnotować, że mit krowy jako tępego trawożercy zaczął się kruszyć wcześniej. Kilka lat temu naukowcy pokazali, że
krowy można wytresować do rzeczy, która nikomu nigdy wcześniej do głowy by nie przyszła - korzystania z toalety. Oczywiście nie takiej ludzkiej, ale dostosowanej do krowich gabarytów.
Tak zrobili badacze z Uniwersytetu w Auckland we współpracy z niemieckim Federalnym Instytutem Badawczym Zdrowia Zwierząt i Instytutem Biologii Zwierząt Gospodarskich. Zbudowali latrynę i nagradzali cielęta przysmakami, gdy te oddawały w niej mocz. Potem podnieśli poziom trudności, przenosząc cielęta dalej od latryny i wprowadzając łagodną karę - polewanie strumieniem zimnej wody, gdy załatwiały się poza toaletą.
Większość cieląt nauczyła się kontroli swoich pęcherzy, choć wcześniej nikt nie myślał, że byłyby do czegoś takiego zdolne.
Kontynuowały korzystanie z latryny nawet wtedy, gdy już ich za to nie nagradzano. A do tego nauczyły się tego szybciej niż ludzkie dzieci używania nocnika, bo zajęło im to tylko kilka tygodni. Choć nic mi nie wiadomo o tym, by naszym najmłodszym fundowano zimny prysznic za każdym razem, kiedy narobią w majty.
Płodzenie, rodzenie i tak w kółkoPo co jednak uczono krowy korzystania z toalet? Ponieważ oddawanie przez nie moczu gdziekolwiek w dużych hodowlach stanowi problem dla środowiska. Mocz i kał krów mieszają się, tworząc amoniak, a ten, po wypłukaniu go do gleby, przekształca się w podtlenek azotu, gaz cieplarniany przyczyniający się do globalnego ocieplenia. Poza tym, nagromadzenie odchodów na całej powierzchni hodowli nie jest zdrowe dla samych zwierząt.
Tymczasem większość krów żyje właśnie w takich przemysłowych hodowlach. - Płodzenie, rodzenie, płodzenie, rodzenie. Na tym polega ich życie. Zadaniem farmy jest utrzymanie płynności tego cyklu -
mówiła "Wyborczej" Andrea Arnold, autorka głośnego filmu dokumentalnego pt. "Krowa".
I może właśnie dlatego wygodniej nam postrzegać krowy jako głupie, co znajduje odzwierciedlenie w naszym języku?
Krowy, które używają narzędzi i uczą się szybciej niż dzieci są zbyt podobne do nas. Takie trudniej zjadać i eksploatować.