Prokuratorzy pozostają bezkarni, prawo jest martwe
Kiedy miałem 17 lat i byłem młodym raperem, policjanci podrzucili mi na komendzie narkotyki. Znaczy: te narkotyki mogły być prawdziwe, bo zatrzymali nas w dużej grupie podczas plenerowej imprezy i oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby któryś z hiphopowców naprawdę je wyrzucił na trawnik, gdzie podobno policjanci je znaleźli. Ale mogło ich na żadnym trawniku w ogóle nie być, bo o istnieniu tych narkotyków dowiedziałem się dopiero po wielu godzinach na komendzie, gdy podsunięto mi zeznania, w których miałem się przyznać do wyrzucenia „zawiniątka brunatnego suszu”, by „spokojnie móc sobie pójść do domu”.
Dla prokuratorów, którzy prowadzili później sprawę, zeznania policjantów powtarzających słowo w słowo tę samą, wypracowaną wersję zdarzeń, brzmiały superwiarygodnie. Sędzia była jednak skonfundowana, dlaczego policjanci świetnie pamiętają jedne szczegóły i powtarzają wyuczone formułki, a na żadne pytanie o przebieg zdarzeń odpowiedzieć już nie potrafią, zasłaniając się niepamięcią. Ja za to świetnie pamiętam, jak prokurator wychodził wtedy na korytarz dogadywać się z policjantami przed kolejnymi zeznaniami. Trudno było nie odnieść wrażenia, że na sali sądowej mamy starcie sprzymierzonych sił w obronie absurdalnej wersji policjantów.
Mnie się jednak udało, bo dowcipy o policjantach chyba nie biorą się znikąd i panowie na sali sądowej ewidentnie sobie nie radzili (i prokuratorowi nie pomagali). W tym starciu sędzia stanęła więc zdecydowanie po mojej stronie. Ale ilu ludzi – i to w poważniejszych sprawach niż jakieś „zawiniątko brunatnego suszu” – nie ma takiego szczęścia albo aż tak… powiedzmy, że stereotypowych policjantów u boku zdeterminowanego w absolutnie niesłusznej sprawie prokuratora?
W „Rzeczpospolitej” postanowiliśmy sprawdzić, jak rozliczani są prokuratorzy za swoje „błędy”, choć przez osobiste doświadczenia korci mnie, by napisać nawet mocniej. Skarb Państwa z ich winy musi ponosić ogromne koszty odszkodowań za niesłuszne zatrzymanie. A są jednak przepisy, które pozwalają odzyskać te pieniądze od śledczych. Tylko jak często są stosowane?
Śledcza praca naszego dziennikarza Mateusza Mikowskiego pokazuje, że… nigdy. Przez ostatnie 10 lat żaden prokurator z 15 prokuratur okręgowych w miastach wojewódzkich nie odpowiedział za nic z własnej kieszeni. A w samym tylko 2024 r. z tytułu odszkodowań i zadośćuczynień zapłaciliśmy niesłusznie zatrzymanym i tymczasowo aresztowanym aż 8 mln 675 tys. zł. My zapłaciliśmy – pan, pani, społeczeństwo. Bo prokuratorzy są bezkarni.