Zacznijmy od dobrej wiadomości – ukazała się świetna powieść, którą po prostu dobrze się czyta.
Opis wydawcy mówił o Belfaście i młodym chłopaku z klasy robotniczej, który wpada w wir wydarzeń kończących się dla niego wyrokiem. I o przemianie, gdy "zaczyna zdawać sobie sprawę, że los może się jeszcze odmienić". Pachnie sztampą?
Gdy sięgnąłem po debiutancką powieść Michaela Magee “Blisko domu” (tłum. Hanna Pustuła-Lewicka), nie miałem specjalnych oczekiwań.
Udała się Magee’emu sztuka niezwykła. Napisał powieść, która nie tylko wciąga sensacyjnym wątkiem, ale też w bardzo trafny sposób opowiada o młodych mężczyznach, których życie wypełnione jest narkotykami, alkoholem i niemal zupełnym brakiem widoków na przyszłość.
Męskość, o której pisze, to nie tylko męskość toksyczna tak chętnie dziś opisywana, ale też lojalna, zuchwała.
W tej książce trudna codzienność jest opisana jednak z szacunkiem dla niej samej. To nie są żadne “doły społeczne”, nad którymi pochyla się Pisarz. To życie jednego z tysięcy podobnych do siebie facetów, którzy zasługują na zrozumienie i wrażliwych portrecistów.
Bardzo Państwu polecam, bo dzięki “Blisko domu” miałem wspaniałą niedzielę.