Żyć Lepiej. Psychologia Codziennie

Poniedziałek, 9 lutego 2026

Natalia Waloch
redaktorka Wysokich Obcasów


Do aplikacji, które pomagają w codziennych treningach biegania chyba już wszyscy przywykliśmy. Całkiem to zmyślne, żeby w jednym miejscu zliczać dystans i czas, spalone prędkość i spalone kalorie. Jest to przydatne narzędzie, porządkujące dane, które w inny sposób trudno byłoby zebrać, a ich analiza byłaby pewnie dość czasochłonna. Sama mam apkę do śledzenia cyklu miesięcznego, co jest naprawdę przydatne, jeśli chce się dbać o zdrowie. Rozumiem też, że komuś może być potrzeba apka, która dobiera odpowiednią fryzurę. Nie mam potrzeby używania czegoś takiego, ale mogę zrozumieć, że ktoś planujący dużą zmianę, chce mieć podgląd, czy nie zrobi sobie wielkiego kuku na długie miesiące.

Ostatnio jednak widzę aplikacje coraz bardziej osobliwe. Na platformach społecznościowych, co i rusz wyskakują mi reklamy genialnych podobno wynalazków, które pomagają na wszystko: na kortyzolowy brzuch, uzależnienie od dopaminy, prokrastynację, rozrzutność, objadanie się oraz brak cierpliwości do dzieci. Serio, widziałam reklamę aplikacji, dzięki której - podobno - można nauczyć się być fajnym, cierpliwym, konsekwentnym i obecnym w życiu swych dzieci rodzicem. A już moim numerem jeden jest apka dla wierzących, która uczy, jak mówić do dzieci o Bogu, żeby z chęcią chodziły do kościoła i się modliły. 

I tak się zastanawiam, czy naprawdę chcemy całe swoje życie sprowadzić do telefonów. Bo o ile nie widzę nic złego w tym, żeby robić sobie listy “to do”, by sprawniej odhaczać obowiązki albo zaplanować zdrowe i odpowiednio kaloryczne posiłki, o tyle śledzenie wszystkiego w apce – od rozterek duchowych (ach te aplikacje do wyrażania codziennej wdzięczności!) przez rodzicielskie wahania nastrojów po ruchy w jelitach, uważam za rodzaj współczesnego zboczenia.

Rozumiem, że w naszym zabieganiu łapiemy się wszelkich narzędzi, by zyskać work- -life balance albo jakikolwiek balans, ale naprawdę nie sądzę, żeby dało się to zrobić za pomocą testu wejściowego do apki, a potem przez karmienie jej informacjami o tym, ile wypiliśmy, ile wydaliliśmy i jak głośno krzyknęliśmy na dziecko. 
 
Myślę sobie, że to wszystko, pod pozorem pomagania nam w organizacji oraz w budowaniu “najlepszej wersji nas samych” tak naprawdę mocno redukuje nasze ludzkie doświadczenie. Pod naszymi nawykami - przejadaniem się, wybuchami złości, kompulsywnymi zakupami, nawet za intensywnymi treningami - stoją przecież bardzo różne rzeczy nierzadko dużego kalibru. Bywa to lęk, konieczność kontroli, autoagresja, sabotowanie swoich planów ze strachu przed porażką. Nie da się tego wszystkiego załatwić tylko tym, że codziennie wprowadzimy jakieś dane do aplikacji. Myślę, że dobrze też zadać sobie pytanie, co właściciel apki może w przyszłości zrobić z naszymi danymi. Żyjemy w świecie, w którym naprawdę należałoby zacząć czytać te długaśne regulaminy użytkowania przed ich akceptacją. Wreszcie warto pamiętać, że ktoś po prostu dobrze wyczuł, jak może zmonetyzować nasze słabości i pragnienia. I nie wiem, jak wam, ale mnie się to średnio podoba.  .+

RELACJE

W walce z samotnością nie potrzebujemy kogoś, kto nas lubi. Liczy się co innego
Stoisz wśród ludzi, śmiejesz się w odpowiednich momentach, kiwasz głową, trzymasz kieliszek. A jednak masz wrażenie, że patrzysz na świat przez szybę. Dochodzą do ciebie dźwięki, ale brak sensu. To jeden z najbardziej bolesnych stanów, jakie potrafi wytworzyć ludzki umysł.
CZYTAJ WIĘCEJ

NASTOLATEK

CO CZUJĘ

ZWIĄZKI

RELACJE

REKOMENDACJE DLA CIEBIE