Dzień dobry,
Powierzono mi raz słodką misję. Pojechałem na Podhale do gaździn z Koła Gospodyń Wiejskich w Kościelisku, by popróbowały
pączków ze znanych krakowskich cukierni i pogwarzyły, co o nich sądzą. I tak o wypiekach nasłuchałem się opinii z metaforycznymi stwierdzeniami, których nie powstydziłby się ks. prof. Józef Tischer, autor "Historii filozofii po góralsku".
- Bardzo duże. Największe ze wszystkich. A przecież nie o to w pączku chodzi. Wielkością się nie wygrywa, tylko smakiem.
- Z lukrem trochę przesadzili, choć na szczęście nie tyle, ile w poprzednim.
- Ciasto może i dobre, ale czemu aż tyle lukru poszło na nie?
- Aż się ten lukier lepi w gębie i smak pączka trudno wyczuć.
- Trochę za bardzo spieczone, ale w smaku całkiem dobre.
- Coś za długo się piekł.
- Dobrze smakuje, ale niewyrośnięty.
- O matko! Chyba śliwka w pączku? No, jak śliwka smakuje. Kto to widział?
- My jesteśmy przyzwyczajone do róży, tak jak to tradycyjnie powinno być. Taka śliwka u nas nie przejdzie.
- Hm, niedopieczone. Coś jakby z zakalcem.
- Chyba że ktoś lubi zakalec, są tacy, co lubią.
Życzymy dobrze wypieczonych pączków, choćby z warszawskich cukierni. I zapraszamy do
lektury naszych artykułów bez nadmiaru lukru.