III Rzeczpospolita niemal od 37 lat nie zaproponowała Ślązakom najmniejszego nawet pomysłu na ich obywatelską obecność w odrodzonym państwie i uparcie ignoruje płynące z tej ziemi postulaty. Większość polskich elit nie rozumie Śląska, nie ufa Ślązakom, może nawet się ich boi. Słynna myśl Jarosława Kaczyńskiego, że „śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej” jest tylko emanacją tego strachu.
Strach wynika z niewiedzy. Karol Nawrocki, doktor historii Uniwersytetu Gdańskiego, o Śląsku z pewnością wie niewiele. Nie mieści mu się w głowie, że – jak przypominał nieżyjący już śląski publicysta Michał Smolorz – Ślązacy mają swoją autonomiczną historię, odrębną od reszty kraju, bo niemal przez 600 lat żyli poza Polską. Dla doktora historii Karola Nawrockiego może być szokiem wiadomość, że Śląsk nie uczestniczył w Polsce jagiellońskiej, pod Grunwaldem stał u boku Krzyżaków, zaś szwedzki król Karol XII przyniósł tutejszym luteranom wolność religijną. Więcej! Ślązacy nigdy nie byli pod zaborami, nie doświadczali przegranych powstań, nie czytali dzieł polskich wieszczów, nie znali bohaterów powieści pisanych „ku pokrzepieniu serc”, pokornie służyli w niemieckich armiach. Nawet taki demon polskiej historii jak pruski król Fryderyk II Hohenzollern ma tu oblicze twórcy nowoczesnego państwa prawa, w którym zaczął się wielki rozwój cywilizacyjny Górnego Śląska.
W stosunkach Polaków ze Ślązakami jest tak jak zawsze. Fakt, można trochę więcej - twórcy zaczęli pisać po śląsku książki, teatry wystawiają spektakle o Śląsku. Nikt już nie wstydzi się głośno godać. Ale tylko tyle, bo już polityczne organizacje, jak np. Ruch Autonomii Śląska czy Związek Ludności Narodowości Śląskiej są posądzane o separatyzm i proniemieckość.
W potrzebie uznania języka śląskiego nie chodzi tylko o godkę. Polska nie tylko nie zna Śląska. Polska nie zauważyła, jak bardzo Śląsk się zmienił. Za szybkim wzrostem poziomu wykształcenia w autochtonicznych śląskich rodzinach, idą rosnące aspiracje. Młodzi Ślązacy mają poczucie swojej tożsamości i odrębności. Młody Ślązak nie zadowoli się już festynem z krupniokiem i
nie będzie rechotał z żartów Bercika z serialu emitowanego w TVP.
Pałac prezydencki nie udaje, że boi się śląskich aspiracji. Mówi, że "istnieją środowiska, dla których uznanie języka stanowi jedynie pierwszy etap w drodze do uznania śląskiej mniejszości narodowej [...], co może budzić obawy”. Tylko że Ślązacy nie zagrażają integralności polskiego państwa, oni tylko korzystają ze wszystkich dobrodziejstw demokracji. Żądają obywatelskich przywilejów na europejską miarę i prawa do nowoczesnych form kultywowania swej odrębności. I już samo to wywołuje trwogę.
Śląskiej sprawy nie da się już dłużej zamiatać pod dywan i władza musi ją w końcu zaopatrzyć. Na razie ustami prezydenta mówi Ślązakom, że w istocie „ma w dupie ten cały Śląsk” (cytat za Józefem Piłsudskim). Nie powinna się więc dziwić, gdy w odpowiedzi usłyszy twarde: „Pierdol się Polsko!” (cytat za Szczepanem Twardochem).