Całe życie żyłam w przekonaniu, że jestem typem etatowca.
I nie chodzi o to, że etat jest czymś złym – absolutnie nie.
Chodzi o to, że miałam poczucie, że jestem na niego… skazana.
Że do prowadzenia firmy po prostu się nie nadaję.
Skąd to się wzięło?
W dzieciństwie została mi przyklejona łatka „słomianego zapału”.
I faktycznie – było wiele projektów, do których zapalałam się mocno, a potem ten zapał gasł.
Wielokrotnie słyszałam więc, że jestem niekonsekwentna.
I w to uwierzyłam.
Na tyle mocno, że zbudowałam w sobie bardzo silne przekonanie:
nie nadaję się do prowadzenia firmy.
Bo przecież w biznesie – jak wszędzie słyszałam – najważniejsza jest… konsekwencja.
A skoro ja byłam „niekonsekwentna”, to sprawa była zamknięta.
Co ciekawe – nawet kiedy czułam, że chcę czegoś więcej, przerabiałam różne narzędzia i testy predyspozycji.
I wszędzie wychodziło mi, że byłabym świetnym przedsiębiorcą
(bo „przedsiębiorczyni” nie była wtedy jeszcze uznanym feminatywem ☺).
A ja reagowałam tak:
„Łeeee… te testy są jakieś zrąbane.
Pokażcie mi metodologię.
Złe wyniki wychodzą.
Nie będę tego ludziom proponować, bo to nie działa”.
Dziś widzę, że to nie metodologia była problemem.
Problemem było moje przekonanie. |