Sponsor newslettera:
Impact'26

Poniedziałek, 16 lutego 2026

Dominika Wantuch
dziennikarka Wysokich Obcasów

"Jestem adwokatem od rozstań. Zrobiłem setki rozwodów. Kiedy zaczynałem, jeszcze dbano o pozory: żeby lata wspólnego życia domknęły się choć na moment, żeby ludzie zdążyli się wygadać, pożegnać, żeby w papierach i rytuałach zostało coś, co przypomina zamykanie drzwi" - pisze Artur Nowak w tekście "Zrobiłem setki rozwodów i wciąż wierzę w miłość".

Dziś, zauważa autor, pośpiech bywa cnotą. "Szybko. Sprawnie. Bez kłopotu. Jak odinstalowanie aplikacji. Wpadają jak do sklepu obuwniczego: paragon, karta, krótkie „nie pasują". Zapytani, co nie grało, wzruszają ramionami – niby chodzić się dało, ale obcierało".

Zatrzymałam się na tym fragmencie. Sama nierzadko piszę o rozwodach. O statystykach, które rosną. I o powodach, które brzmią coraz bardziej "miękko": brak bliskości, rozmowy, wspólnej wizji. Kiedyś zaprzyjaźniona adwokatka zapytała mnie: jak po 20 latach małżeństwa można nagle stwierdzić, że ludzie mają "odmienne charaktery"? A to ponoć najczęściej podawana przyczyna rozwodów.

Nie oceniam ludzkich wyborów, choć po ludzku zdarza mi się czasami, gdy słucham historii o rozstaniach, zastanawiać, czy rozwój cywilizacyjny wyszedł nam na dobre? Lepsze zarobki, większa niezależność, dostęp do terapii, do wiedzy, do mieszkań na kredyt bez pytania męża o zgodę. Kiedyś się trwało. Na dobre i na złe. Czasem bardziej na złe niż na dobre. Trwało się z rozsądku, z lęku, z braku alternatywy.
Dziś rozstanie bywa szybkie jak zerwanie plastra. Nawet gdy boli, łatwiej się na nie zdecydować.

Czy to powinno nas martwić? Czy to źle, że nie chcemy tylko trwać? Że mając wybór, chcemy z niego korzystać? Że gdy nie widzimy światełka w tunelu, zamiast siedzieć w ciemności, próbujemy znaleźć inne wyjście?

Może problem nie w tym, że rozstajemy się szybciej. Może w tym, że "miękkie" powody uznajemy za błahe? Że tak często bagatelizujemy dążenie drugiego człowieka do szczęścia? A to, jak pisze Patrycja Pustkowiak w tekście o singielstwie, nie zawsze oznacza bycie z drugim człowiekiem. Czasami oznacza rozstanie i poszukiwanie innej formy relacji. A czasami oznacza bycie solistą. "Po raz pierwszy w życiu chcę się skupić na sobie" - mówi jedna z bohaterek jej tekstu. Nie pierwszy raz czytam, że dla wielu kobiet jest to możliwe dopiero po rozstaniu. Bo nie muszą zajmować się mężem, ogarniać wszystkiego, pamiętać o rachunkach, urodzinach teściowej i tym, że skończył się papier do drukarki.

Bo powiedzmy sobie szczerze: mimo całego cywilizacyjnego postępu, wiele związków, nawet bardzo młodych ludzi, wygląda tak, jakby żywcem wyciągnięto je z patriarchatu lat 80. Ona przy dzieciach, przy garach, z odkurzaczem. On z piwem. Ona "ogarnia". On "pomaga". Ona planuje wakacje, święta, codzienność. On ma "stresującą pracę".

W takim układzie rozwód często jest wyjściem z systemu, który zawieszał się od lat. Choć czasami trudno ubrać to potem w jedno wielkie hasło, które sprawdzi się przed sądem i w opinii publicznej będzie legitymizować rozstanie.

Nie chcę idealizować rozstań. Rozwód to strata. To żałoba po wspólnej wersji przyszłości. To puste miejsce przy stole i logistyczny koszmar naprzemiennej opieki. To wstyd, poczucie porażki, czasem ulga tak wielka, że aż trudno się do niej przyznać.
Ale może dojrzewamy jako społeczeństwo do czegoś innego niż "trwać za wszelką cenę". Może uczymy się, że ważniejsze od samego faktu bycia w związku jest to, w jakim związku jesteśmy.

Bo ostatecznie, niezależnie od tego, czy wybieramy małżeństwo, rozwód czy singielstwo. chodzi o jedno: żeby iść przez życie w zgodzie z samą sobą.

RELACJE

Solistki. "Niechęć do spania razem w łóżku wprawia mężczyzn w stan szoku"
Coraz więcej kobiet chce i potrafi wieść szczęśliwe życie w pojedynkę. Niektóre zawiodły się na związku, inne nie chcą dla partnera rezygnować ze swojego stylu życia. A presja na ten jedyny słuszny spada.
CZYTAJ WIĘCEJ

JAWNOŚĆ PŁAC

ZWIĄZKI

CO CZUJĘ

PORTRETY KOBIET

REKOMENDACJE DLA CIEBIE