Dzień dobry, Tuż za naszą granicą od czterech lat trwa wojna. Coraz częściej traktujemy ją jak stały element krajobrazu: jest, ale nie wymaga już codziennej uwagi. Tymczasem państwowe służby mówią dziś wprost: skutki tej wojny będą odczuwalne długo po jej zakończeniu. Przestępcy potrafią myśleć długofalowo. Broń, doświadczenie frontowe, pieniądze i sieci kontaktów - to wszystko już krąży po Europie, a po zakończeniu walk może krążyć szybciej. Policja, ABW, prokuratura szykują się na nowy etap: więcej przestępczości zorganizowanej, więcej działań dywersyjnych, więcej prób prania pieniędzy przy okazji odbudowy Ukrainy. To nie są sensacyjne wizje, tylko chłodna analiza tego, co już kiedyś przerabialiśmy po wojnie na Bałkanach. Ale teraz stawka i skala są znacznie większe. Dziś wojna to jednak przede wszystkim ludzie, którzy żyją kilka, kilkanaście kilometrów od linii frontu, mróz, brak prądu, ciepła, wody, zniszczona infrastruktura. Dlatego „Wyborcza” znów jedzie z pomocą do Ukrainy: z generatorami, magazynami energii, jedzeniem i sprzętem, który nie zmienia biegu historii, ale zmienia codzienność. Pomaganie Ukrainie to gest solidarności i sygnał, że nie da się znieczulić na taką tragedię. Z dobrych wieści mam dla Państwa - aż nie wierzę, że to piszę - informacje z rynku nieruchomości. Okazuje się, że - gdy zajrzeć do aktów notarialnych - warszawskie mieszkania potaniały. Ceny transakcyjne są wyraźnie niższe od ofertowych, a różnica między tym, co „wisi w ogłoszeniu”, a tym, za ile naprawdę sprzedaje się metr kwadratowy, bywa zaskakująca nawet w najdroższych dzielnicach. To zła wiadomość dla deweloperów, dobra dla kupujących i cenna dla wszystkich, którzy chcą rozumieć rynek, a nie tylko powtarzać średnie wyliczane z życzeniowych cenników. Zostajemy przy pieniądzach – tym razem w Krakowie. Loft Affair, spółka od zarządzania krótkoterminowym wynajmem luksusowych apartamentów, jeszcze niedawno pływała w biznesowych nagrodach i laurkach. Dziś upada, zostawiając ponad setkę poszkodowanych i długi szacowane na 40 mln zł. W tle tej historii jest i wystawny styl życia właścicieli firmy, i wściekłość właścicieli mieszkań czy dostawców, którzy zostali z fakturami, niedokończonymi remontami oraz zablokowanymi kontami na platformach oferujących mieszkania na wynajem. Opisujemy, co faktycznie oznacza wniosek o upadłość, gdzie w tej kolejce stoją wierzyciele i czy długi da się odzyskać. To lekcja: jak nie gubić czujności, gdy ktoś obiecuje „skalowanie” i „immersję”. |
|