Dlaczego Rosja jeszcze nie ma dość
Wieczorem 23 lutego 2022 roku kładłem się do łóżka szczęśliwy. Nie mogło być inaczej, gdyż dzień przyniósł długo wyczekiwane radosne wydarzenie w moim życiu prywatnym. Tym większym dla mnie szokiem okazała się poranna pobudka następnego dnia z fatalnymi wieściami o inwazji Rosjan na Ukrainę. Byłem zaskoczony (do redakcji od wielu dni docierały informacje o wysokim prawdopodobieństwie ataku, ale mózg jakoś nie chciał ich przyjąć do wiadomości), przybity tym, że historia się powtarza, straszliwie współczułem Ukraińcom i to tym bardziej, że – przyznaję – niespecjalnie wierzyłem, że się obronią.
A jednak to zrobili. Lada dzień minie czwarta rocznica wybuchu wojny i teraz pewnie jak wielu z Państwa wypatruję znaków nadziei na to, że koniec walk jest bliski. Tekst Piotra Skwiecińskiego, który otwiera blok materiałów poświęcony rocznicy, mnie z tej nadziei... odziera.
Nie mogę narzekać, osobiście poprosiłem Piotra o napisanie tego tekstu. Jest wybitnym znawcą Rosji i świetnie wie, jak interpretować nastroje w kraju Putina, publiczne wypowiedzi ludzi władzy i propagandystów, dane płynące z gospodarki. Jako dyplomata znakomicie analizuje też sytuację międzynarodową, więc polecam fragmenty o tym, jakie wnioski z polityki Trumpa wyciągają ludzie na Kremlu. Mnie osobiście zmroziła zaś jego opowieść o skuteczności wojennej indoktrynacji wśród bardzo młodych Rosjan – zbiera wśród nich dosłownie śmiertelne żniwo.
Po drugiej stronie frontu na szczęście determinacja też nie maleje. – Trwamy, walczymy o siebie, o swój kraj – mówi w wywiadzie Serhij Żadan, pisarz i żołnierz, niedawny laureat Nagrody „Rzeczpospolitej” im. Giedroycia. Walczą też za nas, o czym w felietonie przypomina Michał Szułdrzyński. Tomasz Piechal zaś kapitalnie pokazuje, dlaczego Ukraińcy nie pękają i w czym upatrują nadziei. Może więc i ja zachowam nadzieję na to, że obudzę się któregoś ranka, a na telefonie wyświetlą mi się informacje o zakończeniu wojny. Byle na warunkach, które sami Ukraińcy uznają za uczciwe.