A jednak kolejna wojna. Chyba, że to nie wojna
A jednak kolejna wojna na Bliskim Wschodzie. Jej groźba w ostatnich dniach potęgowała się z niezwykłą szybkością, dlatego nie powinna dziwić. A jednak świat jest zdzwiony. Eksperci wskazują na jej absurd, a redakcja „New York Times” pyta prezydenta Trumpa dlaczego ją rozpętuje nie pytając o zdanie Kongresu.
Przypomnijmy, tylko Kongres – w zgodzie z amerykańska konstytucją – ma prawo wypowiedzieć wojnę. Chyba, że to nie wojna; wygląda na to, że Donald Trump podąża ścieżką wytyczoną przez Władimira Putina rozpętując „specjalną operację wojskową”, która wojną nie jest, choć na terenie obcego państwa operują jednostki (siły lotnicze) amerykańskiej armii, a miasta atakowane są rakietami wystrzeliwanymi z amerykańskich wyrzutni. Eksperci zastanawiają się and celami tego ataku; Trump mówi o konieczności zakończenia irańskiego programu nuklearnego, ale ten miał być przecież zniszczony podczas tzw. wojny dwunastodniowej w czerwcu 2025. Czyżby się to nie udało? Mówi też o zniszczeniu irańskiego programu rakiet balistycznych, ale tak naprawdę chodzi o dużo więcej. O obalenie władzy ajatollahów; stąd apele do Irańczyków, by przejęli sprawy we własne ręce i do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej o złożenie broni. Czy jest to możliwe? Nikt tego nie wie na pewno. Islamskie władze po serii masakr protestujących i wewnętrznym fermencie politycznym, wymęczone sankcjami i opuszczone przez sojuszniczą Rosją są słabe jak nigdy.
Dlatego Trump może mówić do Irańczyków o szansie na zmiany, jakich nie mieli od lat. Ale czy rzeczywiście reżim jest na tyle osłabiony, by zrezygnować z oporu? Na razie Teheran atakuje w odwecie amerykańskie i izraelskie cele w całym regionie; brutalna wymiana ognia trwa na całego. Irańskie rakiety spadły na Bahrajn, Abu Zabi, Arabię Saudyjską i Oman. Wszystko to „pachnie” niebezpieczną eskalacją. Dlatego eksperci boją się, że konflikt się rozwinie, a nie zakończy równie szybko jak w czerwcu. Dopiero za jakiś czas będziemy wiedzieli, czy ryzyko jakie podjął Trump jemu i światowi się opłaci, czy nie.
Gdyby rzeczywiście doprowadził do upadku morderczej i terroryzującej region Republiki Islamskiej, byłby to jego historyczny sukces. Ale może być i inaczej; eskalacja zamieni się w długą i krwawą wojnę. Wtedy pierwszą jej ofiarą będzie sam Donald J. Trump. Człowiek, który chwali się, że zakończył osiem wojen rozpętując kolejne. Czytajcie „Rzeczpospolitą”. Czytajcie rp.pl. Piszemy o wszystkim na poważnie. Bogusław Chrabota