|
|
|
|
Przestroga.
Kiedy spotykają się pieniądze z doświadczeniem, jeden wychodzi z pieniędzmi, a drugi z doświadczeniem.
Zapamiętaj to.
Bo za chwilę opowiem Ci historię, która kosztowała kogoś bardzo konkretną sumę pieniędzy.
Kilka lat temu zgłosił się do mnie dość duży deweloper.
Chciał wejść w sprzedaż szkoleń z inwestowania.
Miał pieniądze.
Miał ambicję.
Doświadczenie.
I miał też problem.
Bo zanim zaproponowałem mu współpracę, przykleiła się do niego agencja reklamowa.
Wiesz, tego typu „specjaliści”, którzy zawsze zaczynają od tych samych bzdur:
„trzeba zbudować markę…” „trzeba zrobić rozpoznawalność…” „trzeba nazbierać fanów…” „trzeba dopracować wizerunek…”
Powiedziałem mu wprost: „Nie potrzebujesz tego.”
Ale się uparł.
Nasza umowa była prosta: biorę 30% od zysku.
Pierwsza kampania?
Klapa.
Facet napchał do webinaru tyle nieistotnych rzeczy, że można było zdechnąć z nudów jeszcze przed połową prezentacji.
Klienci byli zanudzeni na śmierć.
Więc usiadłem do tego.
Przerobiłem webinar.
Wyrzuciłem śmieci.
Zostawiłem to, co sprzedaje.
I nagle…kolejna kampania zrobiła 100 tysięcy zysku.
Pomyślałem: „Świetnie. Wpadnie mi 30 tysięcy.”
I wtedy zaczęło się przedstawienie.
Agencja uparła się, że cała sprzedaż jest dzięki niej.
Bo przecież „zbudowali markę”… „zebrali fanów”…„przygotowali grunt”…
I zażądali od klienta 70 tysięcy złotych.
Siedemdziesiąt.
Tysięcy.
Czyli klientowi zostało 30 tysięcy.
A moje 30% miało być liczone z tego, co zostało.
Szczerze?
Pierwsza myśl, jaką miałem...WTF
Ale zamiast się kłócić, powiedziałem spokojnie: „Dobrze. To zróbmy prosty test.
Następna kampania idzie całkowicie na zimny ruch.
Zero fanów.
Zero informowania waszej społeczności.
Zero grzania listy.
Zero pomocy od was.
I wtedy cały zysk dzielimy tylko między mnie i klienta.”
Wiesz, co odpowiedzieli?
Oczywiście nie chcieli się zgodzić.
Ostatecznie odpuścili.
A my zrobiliśmy kolejną kampanię.
Efekt?
150 tysięcy złotych do podziału.
Bez nich.
I tak właśnie agencja straciła robotę.
Teraz posłuchaj uważnie.
Bo ta historia dotyczy też Ciebie.
Bardzo często przychodzą do mnie ludzie, którzy nie chcą nauczyć się podstaw.
Nie chcą zrobić pierwszych kampanii sami.
Nie chcą zrozumieć, co działa, a co nie.
Od razu chcą delegować.
Od razu chcą zatrudniać.
Od razu chcą „mieć zespół”.
Najczęściej ci, którzy mają najgrubszy portfel.
I nie zrozum mnie źle.
Lubię zatrudniać ludzi.
Jestem fanem delegowania.
Ale nie na początku.
Na początku musisz sam dojść przynajmniej do 15 tysięcy miesięcznie bez pracowników.
Sam.
Nie dlatego, że masz być jednoosobową orkiestrą do końca życia.
Tylko dlatego, że musisz wiedzieć, jak ta maszyna działa.
Bo jeśli tego nie rozumiesz, to każdy cwaniak sprzeda Ci bajkę.
Wciśnie Ci, że potrzebujesz marki.
Że potrzebujesz logo.
Że potrzebujesz pięknej strony.
Że potrzebujesz nowych kolorów, sesji zdjęciowej i „strategii komunikacji”.
Gówno prawda.
Potrzebujesz sprzedaży.
Reszta jest dodatkiem.
Niedawno przyszedł do mnie klient, który przepalił ponad 200 tysięcy złotych na agencje.
Rezultaty?
Zero.
Teraz uczy się tego sam.
I bardzo dobrze.
Bo dopiero teraz zaczyna rozumieć, gdzie wcześniej robiono z niego idiotę.
Nie obiecam Ci, że dzięki mnie będziesz zarabiać 15, 30 czy 50 tysięcy miesięcznie.
(Mimo że część moich klientów robi dziś ponad 100 tysięcy miesięcznie.)
Ale mogę Ci obiecać coś innego: zrobię wszystko, żeby ruszyć Twoją sprzedaż.
Bez mydlenia oczu.
Jeśli to brzmi dla Ciebie uczciwie, kliknij ten link.
Umów się na bezpłatną analizę swojego pomysłu albo biznesu z moim zespołem.
Sprawdzimy, czy to ma potencjał.
A jeśli ma — powiemy Ci, co dalej.
Kliknij ten link.
Adrian
|
|
|
UWAGA: Wysłaliśmy do Ciebie ten email, ponieważ subskrybujesz nasz newsletter lub jesteś klientem. Aby anulować subskrypcję kliknij link pod tą wiadomością lub odpisz na maila. Pamiętaj również, że wszystkie informacje w tym newsletterze są prywatną opinią autora. Chociaż staramy się zapewnić najwyższą jakość usług i przekazywanych informacji, nie bierzemy żadnej odpowiedzialności za ich wykorzystanie. Czytelnik musi rozumieć, że prowadzenie biznesu wiąże się z ryzykiem. Podobnie jak inwestowanie w reklamę czy promocje. Efekty w przedstawiane w newsletterze są nietypowe i nie zapewniamy, że uzyskasz takie same lub zbliżone efekty. Twoje wyniki zależą od wielu czynników np. od branży, doświadczenia, zasobów, poziomu zaufania klientów, marki itp. Co oznacza, że możesz mieć znacznie lepsze lub znacznie gorsze (lub nie mieć żadnych wyników). Jeśli nie akceptujesz tego sprostowania możesz wypisać się z listy.
© BIG IDEA SP. komendytowo-akcyjna. Wszelkie prawa zastrzeżone. Informacje zawarte na naszych stronach i newsletterach są chronione prawem autorskim. Nie możesz ich wykorzystywać bez pisemnej zgody.
|
|
|
|
|