|
Okolicami z pieknymi górkami, terenami widokowymi i przestrzenią jaralem sie jak malo czym ale ludzie tam wliczając w to wiekszosc rodziny mieszkającej przy soboe na kupie brzydze się jak mało czym. Ta rubasznosc, wchodzenie do czyjegos domu jak do siebie, krzykliwosc, kłotliwosc. Jedziesz sobie gdzies, zostawiasz samochod na jakims parkingu czy miejscu pod lasem i idziesz na spacer? Zaraz ktos sie przy nim kreci i interesuje kto to i po co tam idzie.
Wiec wyprowadzilem sie do Krakowa bo tak czy inaczej tam dojezdzalem 1,5h w jedna strone wiec szkoda zycia no ale stac mnie teraz jedynie na pokój, o prace ponad wegetacje tez ciezko no i brakuje mi natury, gór za domem, przestrzeni, ciszy, mozliwosci swobodnego poruszania sie samochodem. Chociaz to miasto tak czy inaczej oferuje sporo pod tym wzgledem i w PL nie chcialbym mieszkac w innym. Krakusy tez jacys tacy.... typowe polactwo polaczone z dumą ze mieszkają w tym miescie.
Czy z takim nastawieniem i oczekiwaniem Norwegia bedzie idealnym miejscem do zycia? Tam przeciez w wiekszosci ludzie zyja na wsiach ale raczej trzymaja od siebie dystans? Domyslnie poruszaja sie samochodami, wszedzie gory, wzniesienia i punkty widokowe. Praca raczej jest a zarobki wystarczą na wynajęcie kawalerki i powiedzmy dwa dwutygodniowe wakacje raz w PL raz gdzies nad Morzem Srodziemnym?
|