Gdyby PiS miał - używając języka piłkarskiego - grać skrzydłami, zawodnicy na różnych pozycjach musieliby ze sobą w pełni współpracować. A trener Kaczyński musiały trzymać drużynę w garści. Pisowscy zawodnicy się nienawidzą, trener nie ma już tej umiejętności zarządzania wewnętrznymi konfliktami, co kiedyś. Gdyby było inaczej, nie potrzebowałby mediacji Adama Bielana.
To, że znów skoczą sobie do gardeł jest więc nieuniknione.
PiS-owi na dobre to nie wyjdzie. To jak w opowiastce o żabie, która przenosiła na grzbiecie skorpiona, który obiecywał, że jej nic nie zrobi, ale ostatecznie ją ukąsił i oboje utonęli. Bo taka była skorpiona natura.
Przezornie zamówiłem worek popcornu. Przyda się.