|
Mało tego, na rano na 3.30 to tam nawet nie mam jak dojechać, musiałbym kupić jakiegoś gruza na raty.
A na miejskich autobusach przyjmują tylko po znajomości, bo tam po 5 latach można 5000zł podstawy mieć + za dodatki.
Pojechałem na emigracje do szwabów do starego, ale się tu totalnie nie odnajduje. Wrócę po tygodniu bez niczego znowu do polski i będę jebał w jeszcze gorszym kołchozie niż miałem, bo muszę szukać coś na szybko. Wziąłem ze sobą rower i gitarę, bo jechałem do niemiec ze starym jak przyjechał, co by mieć co robić, to w drogę powrotną nawet nie mam jak tego zabrać w autokarze, więc zostaje bez niczego. Stary może to przywiezie na zimę, to nawet jak znajdę pracę w PL to i tak całe wakacje na które tak czekałem, żeby pojeździć tym rowerem, to nie pojeżdżę, bo nie będzie na czym. Wziąłem ze sobą też hulajnogę elektryczną, to też tutaj zostanie. A w polsce czeka mnie pokój 3x3m i bezrobocie. Ani auta, ani kolegów, ani dziewczyny, ani teraz pracy, ani mojego rowerka kochanego czy hulajnogi, którymi szedłem się przejechać, co by z matką w klitce nie siedzieć i się nie kłócić
... nie czaje, czemu ja tak mam. Niby robię wszystko tak jak inni, ale zawsze mi nie wychodzi. Jakiś osrany od urodzenia jestem.
Ogólnie wszystko czego się nie podejmę to się w ... obraca, tak zauważyłem. Jestem jak taki człowiek, co wpadł w bagno. Każdy ruch żeby się z niego wydostać, zakopuje mnie jeszcze głębiej. Każda zmiana pracy na lepszą, okazywała się zmianą na jeszcze gorszą. Każde działanie wymagające jakiejś inwestycji i oferujące lepsze życie, w moim wypadku wiązało się z wydatkiem pieniędzy, a potem brakiem efektu, czy rezultatu. W innych miastach to na rzęsach tańczą, żeby znaleźć kierowcę autobusu bo są braki, a w moim powiatowym gównie to kierowcy tańczą na rzęsach pod bramą, żeby ktoś ich zatrudnił.
I wróce to znajdę robotę w lidlu to będzie sukces. A ci z poprzedniej pracy to się chyba zesrają ze śmiechu, bo tam narzekałem (i miałem racje) że jest ...nia i kołchoz. Rok odkładałem na prawo jazdy, potem pół roku je robiłem, a potem jest tak, że wrócę z niczym i jeszcze stracę to co się przy okazji tu dorobiłem w polsce.
To tak jakbym żył w jakiejś symulacji, gdzie pisane mi jest bycie pomiotłem w klitce u matki i rypanie po kołchozach. A każda próba wyrwania się po za schemat, ma się kończyć moim zmęczeniem i wyzerowaniem moich finansów i tego co się dorobiłem, tak bym wracał na swoje miejsce w szeregu. Tak to zaczynam powoli widzieć.
No nic, kolejny rok i znowu to samo. 30 w tym roku. A ja mam tyle co po ukończeniu szkoły średniej. Startuje od zera.
I co mam znaleźć pracę i zbierać kasę, żeby co, za rok czy dwa pojechać na wynajem do większego miasta i tam szukać pracy jako kierowca autobusu? To znowu coś się nie uda i wrócę do punktu wyjścia, znowu bez kasy xD
To już nawet nie jest smutne, mnie to śmieszy
Przeklęty jestem jakiś czy co.
W pracy zawsze pech. Jak pracowałem to się każdy śmiał, że staliśmy czy siedzieliśmy i czekaliśmy na klientów, to jak wchodził klient z hajsem, czy ogólnie kupić coś za co jest fajna premia, to zawsze podchodził do współpracowników, a jak przychodził żul, jakaś stara baba żeby jej pomóc z telefonem, czy żeby jej nie wiem sprzedać uniwersalny pilot do telewizora z czasów komuny, albo ktoś kto chciał się awanturować - to ci ludzie zawsze szli do mnie, tylko i wyłącznie. Nie wiem z czego to wynika. I najlepsze, że ja tak we wszystkich pracach w sprzedaży miałem. Pieniądze zawsze szły do innych, awantury i zawracanie dupy zawsze do mnie
Może ja powinienem do księdza pójść, niech mnie pokropi jakąś wodą święconą czy coś.
Albo w symulacji żyjemy, bo taki pech to nie jest naturalny, to łamie zasady statystyki i teorii gier
|