Kto pomógł Ziobrze
Ledwo Péter Magyar objął władzę na Węgrzech, a już z Budapesztu czmychnął Zbigniew Ziobro. W kolejnej ucieczce niegdysiejszego szeryfa naszego wymiaru sprawiedliwości są elementy trącące raczej niezbyt wysublimowaną sensacją. Dokąd zmierza Ziobro? Czy rzeczywiście zostanie w USA? Jakimi dokumentami się posługuje? Co się stało z jego byłym zastępcą Marcinem Romanowskim, który również schronił się u Viktora Orbána?
Sprawa jest jednak poważna, zwłaszcza, jeżeli Ziobro na dłużej zakotwiczy w Stanach. „To zapowiedź sporych politycznych perturbacji” – pisze Michał Szułdrzyński. – „Amerykanie zdawali sobie sprawę z tego, że przyjęcie pod swe skrzydła polityków, którzy są ścigani przez polską prokuraturę w żaden sposób nie jest im na rękę”.
Co zatem zadecydowało o wolcie Amerykanów? Najprawdopodobniej polecenie z Białego Domu. A taka decyzja rodzi fundamentalne pytania, także w wymiarze polskiej suwerenności. Szułdrzyński: „Czy zrezygnujemy z rozliczania przez polską prokuraturę podejrzanych finansowych transakcji poprzedniego rządu, by ułożyć sobie relacje z prezydentem państwa, od którego w dużej mierze zależy nasze bezpieczeństwo? Czy może właśnie mimo fundamentalnych interesów bezpieczeństwa nie zawiesimy na kołku suwerenności i narodowej dumy i będziemy domagać się wydania zbiega numer jeden?”.
Sprawa Ziobry staje się podstawowym wyzwaniem w relacjach międzynarodowych. Koalicja rządząca musi mu sprostać, by mieć choć trochę satysfakcji z faktu, że kolejna ucieczka byłego ministra sprawiedliwości stanie się kolejnym obciążeniem dla politycznych rywali z prawicy.