Siedziałem na kamieniu i słuchałem fal oceanu uderzających o wybrzeże malutkiej wysepki u wybrzeży Meksyku. Próbowałem wybaczyć mojej Mamie. To nie było łatwe.
Od dzieciństwa, przez okres dorastania, aż do dorosłego wieku, nagromadziłem bardzo dużo żalu i złości w stosunku do Niej za sposób, w jaki byłem traktowany.
Wewnątrz mnie wciąż wracał ten sam głos: „Gdyby tylko uznała swoje błędy i mnie przeprosiła, mógłbym jej wszystko wybaczyć natychmiast.”
To była historia, która rozgrywała się między nami przez lata. Ja miałem swój ból, ona swoją perspektywę. Ja chciałem, żeby uznała moje cierpienie. Ona mówiła: „Przecież nie było tak źle.”
To doprowadzało mnie do furii.
Zacząłem z nią rozmawiać w wyobraźni, powtarzając: „No uznaj to. Uznaj.”
I nagle zobaczyłem siebie. Tę zaciętą twarz, zaciśnięte szczęki, oczy gotowe do obrony i ataku.
Wtedy pojawiła się myśl, która wszystko zmieniła: „Przecież mogę czekać w nieskończoność i nigdy się nie doczekać.”
Czy naprawdę mam uzależniać moje serce od tego, czy ktoś kiedyś powie „przepraszam”?
Powiedziałem do siebie, jak decyzję: „Odpuszczam.”
W tej chwili zobaczyłem moją Mamę otoczoną murem lodu. Na mojej dłoni pojawił się motyl ze światła. Wysłałem go do niej. Kiedy dotarł do serca, mur zaczął topnieć.
Miłość zwyciężyła.
Kiedy wróciłem na ląd, napisałem, że ją kocham, że wybaczam, przepraszam i wyciągam rękę na zgodę. Jej odpowiedź była tak piękna, że łzy ciekły mi po policzkach. Słowo honoru.
Kiedy kilka miesięcy później odwiedziłem ją, prowadząc warsztaty w niedalekiej okolicy, położyła niespodziewanie dłonie na mojej głowie i powiedziała: „Błogosławię Ciebie, Synu.” Moja Mama! Niewierząca! Mówi do mnie: „Błogosławię Ciebie Matczyną Miłością.” Zaniemówiłem.
Byłem tylko w stanie podziękować i ruszyć w drogę. I słowo honoru, przyjacielu - czułem to błogosławieństwo miłości w trakcie całej mojej pracy.
Cały weekend, wszyscy uczestnicy mogli czuć tę siłę miłości obecną we mnie i tym, co przywiozłem ze sobą. To była dla mnie wielka lekcja miłości, przebaczenia, odpuszczenia osądzania, powrotu do serca.
Wybaczenie nie zaczyna się od udawania, że nic się nie stało.
I nie zaczyna się od „po prostu puść”.
Najpierw często trzeba poczuć wszystko.
Wykrzyczeć złość.
Uznać żal.
Zobaczyć, gdzie wciąż cierpi wewnętrzne dziecko.
Przejść pracę terapeutyczną.
Napisać listy pełne żalu i złości.
Przytulić dziecięce części, które przez lata czekały na uznanie i dać im to czego zabrakło.
Dopiero wtedy przychodzi moment, w którym możesz naprawdę odpuścić.
Nie dlatego, że ktoś zmienił przeszłość.
Ale dlatego, że Ty przestajesz oddawać swoją wolność temu, co było.
Zostawiasz to gdzieś w oceanie. I wracasz do serca, do bycia dorosłym.
Wiele osób nosi w sobie niewypowiedziany żal do mamy, taty, byłego partnera albo do samego siebie.
I bardzo często to właśnie ten niewidzialny ból nadal wpływa na relacje, poczucie własnej wartości, zdrowie i zdolność do kochania.
Możemy medytować, rozwijać się, czytać duchowe książki - ale jeśli jakaś część w nas nadal krzyczy:
„Uznaj mój ból. Zobacz mnie. Pokochaj mnie.” To ona wciąż kieruje naszym życiem.
Dlatego głębokie uzdrawianie zaczyna się od spotkania tych części.
Od wejścia w to, co zostało zamrożone.
Od przywrócenia przepływu miłości tam, gdzie kiedyś pojawił się lód.
Jeśli czujesz, że w Twoim życiu są relacje, wspomnienia albo emocje, których wciąż nie możesz puścić - to nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak.
Być może jest po prostu jakaś część Ciebie, która nadal czeka, aż zostanie usłyszana, przytulona i uzdrowiona.
W pracy 1:1 schodzimy właśnie tam.
Do źródła bólu.
Do dziecięcych ran.
Do zapisanych emocji.
I do miejsca, w którym można naprawdę odpuścić i wrócić do miłości.
A głębokie uzdrowienie otwiera inne przestrzenie, do kreacji, do tworzenia, do poznania Źródła Miłości w procesie.
Mam teraz miejsce do pracy 1:1
Jeśli czujesz, że to moment dla Ciebie, odpowiedz na tego maila, lub napisz wiadomość bezpośrednio do mnie leoanandausiah@gmail.com
Uściski serdeczne z Peru,
Leo
Unsubscribe