Dzień dobry,
Czasem kilka tekstów przeczytanych jednego dnia układa się w opowieść o tym samym problemie. Dziś trafiłam na takie, które mówią o samotności i granicach przesuwających się w niepokojącym kierunku.
Zacznijmy od historii, która wywołała poruszenie wśród nauczycieli i ekspertów od bezpieczeństwa w sieci.
NASK alarmuje o nowej formie cyberprzemocy: dzieci są przez dzieci wystawiane na sprzedaż na platformach sprzedażowych. Przy prawdziwych zdjęciach pojawiają się obraźliwe opisy, ceny i komentarze odzierające ofiary z godności. To nie są to niewinne żarty. Skala upokorzenia jest dziś nieporównywalna z tym, co działo się przed erą kanałów społecznościowych, a sprawcy są bezkarni.
Drugi temat to starzenie się Polski. Do 2035 r. liczba osób po 75. roku życia wzrośnie o ponad 40 proc., tymczasem miejsc w domach opieki i osiedlach dla seniorów (tak, mamy takie w Polsce) jest dramatycznie mało. Tradycyjny model, w którym opiekę zapewnia rodzina, przestaje działać, a Polska ma dziś jedną z największych luk w systemie opieki senioralnej w Europie (link do tego tekstu poniżej w "Tematach Dnia").
Co z tego, że jesteśmy połączeni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, skoro jednocześnie coraz trudniej nam być naprawdę razem?
Kiedy czytałam rozmowę z prof. Jackiem Wciórką, psychiatrą z 50-letnim doświadczeniem, wracało do mnie jedno zdanie: kiedyś w trudnej sytuacji można było pójść do kogoś starszego, bardziej doświadczonego. Dziś wszystko musi być sprofesjonalizowane.
Z badań, na jakie powołuje się prof. Wciórka, wynika, że trudnych przeżyć, z którymi można sobie nie poradzić, doświadcza już 60–70 proc. Polaków. Profesor przekonuje jednak, że skuteczna pomoc nie może ograniczać się do recept i szpitalnych murów. Kluczowe są więzi, dostępność wsparcia i psychiatria środowiskowa, która dociera do ludzi tam, gdzie żyją.
W tym kontekście poruszyła mnie historia ze szpitala psychiatrycznego w Toszku.
Na jego terenie zorganizowano festyn dla dzieci z okolicy pod hasłem walki z hejtem. Zapomniano jednak o pacjentach, w tym dzieciach leczonych na oddziałach psychiatrycznych. Dyrekcja odpowiada, że "wydarzenie miało charakter edukacyjny" i że pacjenci mogli w nim uczestniczyć zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, czyli... patrząc na bawiących się ludzi zza szpitalnych szyb.
Dla mnie to jest właśnie najważniejsza lekcja z dzisiejszych tekstów - problem zaczyna się nie wtedy, gdy brakuje pieniędzy, miejsc w domach opieki czy psychiatrów, ale wtedy, gdy przyzwyczajamy się, że ktoś zostaje po drugiej stronie szyby, ekranu albo statystyki. I w ogóle nam to nie przeszkadza.