Przyznam, że gorzko się uśmiechnęłam, kiedy dowiedziałam się, że pewien kanał, którego szef niedawno w obrzydliwy sposób zaatakował publiczną urzędniczkę właściwie zachęcając innych do linczu, organizuje kongres, a na nim debatę pod hasłem: „Czy ludzkość straciła moralny kompas”?
Czy i Państwo mają wrażenie, że świat wartości staje na głowie? Że pojęcia takie jak dobro i zło zatracają znaczenie? Że granice tego, co wolno, co wypada, są bez przerwy przesuwane? A szacunek do drugiego człowieka staje się czymś staromodnym, wręcz wstydliwym?
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała właśnie raport o przemocy rówieśniczej. Wynika z niego, że dla nastolatków to norma. Dziewięciu na dziesięciu jej doświadczyło. Ponad połowa była wyśmiewana i krytykowana. Tyle samo otrzymało nieprzyjemne wiadomości w Internecie, zostało wykluczonych z grupy, oraz celowo uderzonych. Co trzeci badany był dręczony bezpośrednio, a co piąty - w sieci.
I, kiedy wydaje się, że już wszystko widzieliśmy, okazuje się, że cyfrowy świat przynosi kolejne pomysły, jak poniżyć drugiego człowieka,
o czym pisze Olga Szpunar.
Instytut badawczy NASK od kilku miesięcy obserwuje nowe zjawisko: na różnych platformach dzieci wystawiają „na sprzedaż” inne dzieci, jakby te były przedmiotami. Prawdziwemu zdjęciu towarzyszy dehumanizujący opis (np. „karmić tylko przez kij, gryzie i nie jest szczepiony”) oraz cena.
My, dorośli, chętnie załamujemy ręce przy takich sytuacjach, ale przykład idzie z góry.
Wystarczy zajrzeć na posiedzenia sejmu.
Albo włączyć telewizor. Skoro osobom, które powinny szczególnie dbać o to, co mówią i jak się zachowują, wszystko wolno, to dlaczego inni mają się hamować?
Słowo „relacje” odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki. W praktyce zarządy, które jednego dnia mówią o tym, jak ważny jest człowiek,
tydzień później zwalniają pracowników przez Teamsy.
Deklarujemy też coraz większe zrozumienie dla osób doświadczających kryzysów zdrowia psychicznego,
jednak z badań wynika, że prawie trzy czwarte z nas zna wyłącznie negatywne określenia na takie osoby. Długą listę otwiera szczególnie lubiane słowo „świr”, chętnie wysyłamy się też nawzajem do „psychiatryka”.
Drugi człowiek to nie awatar, nie algorytm, ani czatbot. Dziwne czasy nastają, skoro trzeba o tym przypominać.