Prezydent USA odtrąbił sukces i porozumienie z Iranem,
ale nie pokazał światu wynegocjowanego tekstu. Czyżby dlatego, że obawia się, iż za dużo odpuścił, byle tylko zakończyć przeciągającą się wojnę, która sam nieroztropnie rozpętał?
Projekt dokumentu – na razie podpisanego cyfrowo, do uroczystego podpisu w piątek w Genewie, po ewentualnych szlifach - zdobyła stacja CNN. Nie opisuje on szczegółowo, do czego zobowiązał się Iran, jeśli chodzi o swoje zasoby wzbogaconego uranu. Teheran zapewnił tylko, że nigdy nie wyprodukuje broni atomowej. To samo obiecał już w porozumieniu z 2015 r. za Obamy, storpedowanym później przez Trumpa.
Porozumienie jest za to dość szczegółowe, jeśli chodzi o znoszenie sankcji i fundusz inwestycyjny dla Iranu.
Jednak Donald Trump sprzedaje to jako triumf. O jego dość frywolnym stosunku do faktów wiemy od dawna. Właśnie dostaliśmy kolejny dowód: dokumenty wykonawcy sugerują, że kłamał, kiedy zapewniał, że projekt jego ogromnej sali balowej w Białym Domu nie będzie kosztował amerykańskiego podatnika ani centa. Dokumenty wyciekły do „The Washington Post” i pokazują, że
prywatni darczyńcy wyłożą na budowę niespełna połowę środków.
Gorzkie, ironiczne powiedzenie głosi: „Nigdy nie pozwól, by fakty przesłoniły ci dobrą historię”. Wydaje się, że prezydenta USA bardziej obchodzi właśnie opowiadanie atrakcyjnych historii. A jeśli czasem nie zgadzają się w nich fakty, to cóż – tym gorzej dla faktów.