Polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie kończy 35 lat. Z tej okazji
Polska i Niemcy podpisały nowe porozumienie wojskowe.
Dzisiejsza rocznica to dobry pretekst, żeby przyjrzeć się temu, co się w ostatnich dekadach zmieniło – niestety, nie zawsze na lepsze.
Polskie miasta pięknieją, fakt, ale też się gentryfikują, a niektóre – jak Kraków –
stały się wręcz Disneylandem.
Rozbudowaliśmy i unowocześniliśmy sieć dróg,
ale jednocześnie zaniedbaliśmy kolej.
Latamy o wiele więcej niż w latach 90. ub. wieku, ale linie lotnicze
upychają nas w samolotach jak sardynki i okpiwają na każdym kroku. Gdyby nie Unia Europejska, nie mielibyśmy w starciu z nimi żadnych szans.
Mimo wyrwania się z kajdan dyktatury wciąż wstydzimy się… własnych ciał. Do sauny Polacy i Polki chadzają w najlepszym razie w ręczniku, a w najgorszym – w stroju kąpielowym. Tu możemy brać przykład nie tylko z bezpruderyjnych Niemców,
ale i z Finów, dla których sauna to arcyważny rytuał.
I wreszcie
odebraliśmy dzieciom… kałuże – lamentuje Olga Woźniak. Wszystko, rzecz jasna, w imię "bezpieczeństwa, higieny i 'sensownego' spędzania czasu". A przecież "dziecko nad kałużą nie 'marnuje czasu'. Ono bada prawa fizyki, ćwiczy uwagę, testuje granice własnego ciała, reguluje napięcie i odzyskuje wpływ na świat, który zwykle jest od niego większy, głośniejszy i szybszy. Woda odpowiada natychmiast, ale łagodnie". Jak twierdzi Olga, która jest nie tylko dziennikarką naukową, ale i pedagogiem, "kałuża wygrywa z wieloma współczesnymi placami zabaw: nie ma instrukcji obsługi. Niczego nie podpowiada".