Poniedziałek, 29 czerwca 2026

Maja Staniszewska
dziennikarka działu Kultura

Z wampirów współcześnie lubimy sobie robić żarty. Serio do tematu podszedł Robert Eggers, wskrzeszając – zupełnie niepotrzebnie, bo nie miał do tej historii nic do dodania – klasycznego Nosferatu.

Najnowsza wampiryczna produkcja pod długim oficjalnym tytułem "Anne Rice’s The Vampire Lestat" to zadziwiająca mieszanka jednego i drugiego podejścia. Trudno traktować poważnie wampira Lestata, znanego doskonale z "Wywiadu z wampirem", czy to książki, czy filmu z Tomem Cruisem i Bradem Pittem. Czy wreszcie serialu, którego trzecim sezonem jest tak naprawdę ta produkcja.

Tytuł się zmienia, bo zmienia się bohater, a wraz z nim perspektywa. "Wywiad z wampirem" był historią Louisa de Pointe (Jacob Anderson), który w Nowym Orleanie początku wieku poznał ekstrawaganckiego, rozpustnego i magnetycznego Lestata de Lioncourta, zakochał się i został przez niego przemieniony w wampira.

Powiedzieć, że ich związek był burzliwy i toksyczny, to nic nie powiedzieć – Louis próbował nawet zabić Lestata, by się od niego uwolnić. Swoją historię opowiedział dziennikarzowi, który opublikował ją w książce. "Anne Rice’s The Vampire Lestat" przedstawia wersję wydarzeń Lestata, który nie jest zadowolony z tego, jak został opisany.

Właściwie z niczego nie jest zadowolony, a mając ponad 260 lat, jest też już mocno znudzony. Zachciewa mu się zostać gwiazdą, więc dołącza do lokalnego zespołu. I osiąga cel w stylu, którego gwiazdorzy progresywnego rocka lat 70. mogliby mu pozazdrościć.

Jest diwą, prawdziwą drama queen, jest przegięty do granic śmieszności, ale to działa. Roztacza wokół siebie nimb wampiryczności, który jest przykrywką dla jego prawdziwych wampirycznych zachowań, w tym urządzania krwawej jatki na hotelowym korytarzu.

Lestat rusza w trasę koncertową, opowiadając przy okazji swoją historię. Od samego początku, czyli od momentu, kiedy charyzmatyczny, seksowny, uwodzicielski i morderczy wampir był małym zacinającym się chłopcem z arystokratycznej francuskiej rodziny.

Mnie ten kamp unurzany w krwi z jednej strony żenuje, ale z drugiej nie mogę przestać go oglądać. Bo pod spodem kryje się kilka całkiem poważnych, wręcz filozoficznych rozważań o naturze ludzkiej i naturze nieśmiertelności, które odróżniają ten serial od innych opowieści o wampirach.

Mam wrażenie, że Lestat znalazłby nić porozumienia z Adamem, granym przez Toma Hiddlestona wampirem-muzykiem myślącym o samobójstwie, z filmu "Tylko kochankowie przeżyją" Jima Jarmuscha. A że to mój ulubiony wampir tego tysiąclecia – oglądam dalej.

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA

POLECAMY