Big techy na cenzurowanym. Miarka się przebrała
Lata temu, podobnie jak miliony ludzi na świecie, założyłem konto na Facebooku. Gromadziłem znajomych, wrzucałem relacje z podróży, informacje o zawodowych sukcesach itd. Fajnie było dowiadywać się, co obecnie robią dawno niewidziani koledzy. Nie ma co ukrywać, ale Facebook przyczynił się do tego, że parę dawnych znajomości odżyło na nowo. Facebook dawał też możliwość poznania opinii innych osób na interesujące mnie tematy.
Jakiś czas temu dało się zauważyć, że FB „ładuje” mnie do ściśle określonej bańki. Zawodowo zajmuję się tematyką Kościoła, więc zacząłem dostawać wyłącznie posty o treściach religijnych. W kręgu moich zainteresowań są także kwestie związane z walką z seksualnym wykorzystywaniem dzieci. I FB zaczął zalewać mnie falą postów o pedofilii. Sporo wolnego czasu poświęcam na bieganie, wędrówki po górach i żeglarstwo, więc posty o religii, pedofilii, bieganiu zaczęły się ze sobą przeplatać. W pewnym momencie można było wręcz odnieść wrażenie, że innego świata nie ma, a wszyscy dookoła mnie interesują się tym samym co ja.
Ale inny świat jest i ma się doskonale. Tym, co mi się wyświetlało na FB, zarządzał algorytm. Pierwotnie o wyborze treści decydowałem ja, a potem algorytm zalewał mnie tylko tą treścią i żadną inną. Uznałem, że chyba czas zakończyć naszą zabawę. Konto na FB wciąż mam. Ale dziś nie umieszczam tam żadnych postów, nie klikam za wiele, nie lajkuję. Przestałem być aktywny. Zrobiło tak wiele osób, które znam. Odwróciliśmy się od FB.
Okazuje się, że nie my jedni. Proces odchodzenia od tego społecznościowego medium przybiera na sile. Coraz więcej osób mówi: stop. W najnowszym wydaniu „Plusa Minusa” zjawisko to analizuje z iście zegarmistrzowską precyzją Michał Szułdrzyński. Pokazuje, że to MY daliśmy FB pokarm, pozwoliliśmy na to, by zaczął zarządzać naszą psychiką i właśnie się zorientowaliśmy, że coś jest nie tak. Ale, ale… Od paru lat mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją. Uczymy ją, korzystamy z jej pomocy, a ona coraz mocniej i mocniej wchodzi w nasze życie. Bać się, czy nie? W „Plusie Minusie” Marek Kutarba obala kilka mitów, ale nie pomija zagrożeń. Z kolei z tekstu Magdaleny Kawalec-Segond dowiecie się Państwo o tym, co już dziś potrafią humanoidalne roboty z Chin. Nie wiem, jaka będzie przyszłość, ale jestem troszkę wystraszony.
Ten numer „Plusa Minusa” trafia w Państwa ręce w szczególnym czasie. Za nami 25. rocznica zamachów terrorystycznych na World Trade Center, w których zginęło prawie 3 tys. osób. Marcin Cielecki wspomina tamte wydarzenia, ale też podkreśla, że na naszych oczach pisze się nowy rozdział w historii terroryzmu. Do zamachów powraca także w swoim felietonie Jerzy Haszczyński.
Wszyscy zgodzimy się chyba co do tego, że żyjemy w niebezpiecznych i bardzo niepewnych czasach. Są wśród nas ludzie, którzy nieustająco gotowi są na najgorsze. Postrzegamy ich jako dziwaków, a kiedy coś, o czym mówią, zaczyna się realizować, stwierdzamy: prorok. Polecam zatem Państwa uwadze znakomity reportaż Grażyny Myślińskiej o pewnym preppersie, którego właśnie dogoniło państwo.
„Plus Minus” polityki pominąć nie może. Piotr Zaremba pisze zatem o polskiej prawicy, Piotr Guział w rozmowie z Elizą Olczyk mówi o sile referendów lokalnych, a Katarzyna Sadło (Kataryna) dotyka afery Zondacrypto.
Nie zostawiamy samotnie miłośników kultury. W „Plusie Minusie” jak co tydzień sporo recenzji i opowieść o budowie gmachu Filharmonii Narodowej. A na koniec… Cezary Kucharski, były piłkarz, a obecnie agent piłkarski zdradza w rozmowie z Łukaszem Majchrzykiem tajemnice negocjacji w świecie futbolu. Gdzie Robert Lewandowski rozmawiał z przedstawicielami Realu Madryt, nie powiem – dowiecie się Państwo z „Plusa Minusa”. Zachęcam do lektury.