Sobota, 10 października 2026

Monika Tutak-Goll
redaktorka naczelna

Człowiek sukcesu pije. Człowiek zmęczony pije. Szczęśliwy, nieszczęśliwy, samotny – pije. Zdenerwowany także. Pije nawet ten, który za chwilę wsiada za kierownicę. W jednym z seriali para piła wino, przechadzali się z kieliszkami, a za chwilę rozmawiali w aucie. On prowadził.

„Zgrozą napawa mnie wszechobecność alkoholu w filmach i serialach, w których bohaterowie po wejściu do domu niemal zawsze otwierają piwo lub nalewają sobie lampkę wina wielkości wiadra. Ta czynność na ekranie zastępuje nawet umycie rąk” – mówi w „Wysokich Obcasach” prof. Anna Klimkiewicz, psychiatrka z Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak piją w filmach? Naturalnie, bez oporu, bez konsekwencji, a nawet przy dzieciach. Alkohol jest wpisany w codzienność bohaterów. Picie staje się formą relaksu, jego nieodłącznym składnikiem.
Podobnie pijemy w rzeczywistości – przy grillu, przy meczu, na uroczystej kolacji, premierze filmu. „Gdy już masz szklankę w dłoni, oznacza to, że stres i wysiłek się skończyły” – mówi prof. Klimkiewicz. Mamy w Polsce duże przyzwolenie na picie i na bycie pijanym. Oswajamy z tym piciem nasze dzieci, od najmłodszych lat.
Większe zdziwienie na imprezie budzą ludzie, którzy nie piją, niż pijący szósty kieliszek wina.

To nie picie ciągle bywa tematem żartów i drwin. „A co ci się stało, że nie pijesz?” (jakby coś się miało stać), „No weź, nie napijesz się z koleżanką?”, „Nie napijesz się wujkiem? Tak dawno się nie widzieliśmy! Źle się prowadzisz!”. „Ale dlaczego?” „A co ty tylko woda, co tak o suchym pysku, tak się nie da?” „od kiedy taka abstynentka z ciebie?” I zaczyna się: opowieści, dywagacje, a skoro nie pijesz, pojawia się podejrzliwość.

Bo niektórzy myślą, że skoro pijesz wodę, na pewno masz problem z alkoholem. Czy można w Polsce nie lubić alkoholu? Czy to musi budzić zdziwienie? Czy zawsze trzeba się tłumaczyć, wyjaśniać? Czy odmawianie musi być tak kłopotliwe?
Wiele osób w Polsce ciągle wierzy w tzw. francuski paradoks – w to, że picie wina w małych ilościach chroni przed zawałem. Mam dla nich złą wiadomość: badania obaliły już ten mit. Nie ma czegoś takiego, jak bezpieczna dawka alkoholu.

Picie nigdy nie jest bez konsekwencji. Zawsze wpływa na nasz mózg, ośrodkowy układ nerwowy bardzo szybko dostosowuje się do obecności alkoholu. „Są bezpieczniejsze sposoby na poprawę samopoczucia czy wręcz oderwanie się od rzeczywistości” – mówi prof. Klimkiewicz. To co, może klub abstynentów?

W NAJNOWSZYM NUMERZE

Prof. Anna Klimkiewicz: Nie trzeba nawet lubić alkoholu, by się od niego uzależnić
'Dla niektórych mózgów substancje psychoaktywne są bezkonkurencyjnym źródłem poczucia szczęścia i dobrostanu. To bardzo niebezpieczna konstelacja'. Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Anną Klimkiewicz, psychiatrką.
CZYTAJ WIĘCEJ

NIE PRZEGAP

TEKSTY WSZECH CZASÓW