Donald Trump, jednoosobowy przywódca świata, znów w podłym humorze. I znowu obrazili go Norwedzy nie doceniając jego osobistego wkładu w pokój na świecie. Pokojowa Nagroda Nobla trafiła do południowoafrykańskiej prawniczki Navanethem "Navi" Pillay. „To hańba” – krzyczał do swoich stronników na wiecu wyborczym w Syracuse prezydent USA, dodając: „Pokojowa Nagroda Nobla została na zawsze zdyskredytowana przez garstkę radykalnych ideologów, którzy są przeciwko demokracji i wrogami cywilizacji. Nie zapomnimy, Norwegio.” Osobiście podzielam to oburzenie Trumpa i myślę, że trzeba wywrzeć presję na Oslo, by takie karygodne zachowanie już się nie powtórzyło. Tym bardziej, że pokojowego Nobla można jeszcze przyznać Trumpowi podczas prezydentury dwa razy, w roku 2027 i 2028. Norwegia winna się zreflektować i dokonać tego aktu dwa razy, zdecydowanie powiększając przy okazji aktualną, dość skromną wersję medalu (średnica 6.6 cm i waga 200 gramów) do rozmiarów półmiska. Tylko taki będzie się dobrze prezentował na szyi Donalda Trumpa, człowieka o niemałej przecież posturze. Warto też ostrzec Oslo przed potencjalnymi retorsjami. Spitsbergen to co prawda nie Grenlandia, ale też może nagle się okazać niezbędny do gwarantowania strategicznego bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Wracając do humoru Donalda Trumpa, to szybko go sobie poprawił półtoragodzinną rozmową z Władimirem Putinem, po której ogłosił, że Rosja dostarczy światu deficytowego paliwa, a ceny oleju napędowego zaczną szybko spadać na całym świecie. Po kolejnym politycznym blitzkriegu (poprzednim był amerykański triumf w Cieśnienie Ormuz) ludzkość będzie więc szczęśliwsza, a ceny energii znacząco pójdą w dół. Jak to się ma do obowiązującego w obu krajach legalnego zakazu eksportu i importu rosyjskiej ropy? Nie wiadomo. Jak do sankcji na Rosję? Też nie. Ale cóż, obaj panowie dawno zerwali z „tyranią praworządności”. Trzeba do tego po prostu się przyzwyczaić. Czytajcie Rzeczpospolitą. Czytajcie rp.pl.